Technika

Inne spojrzenie

Kategoria: Technika

Zacznijmy nieco bajkowo. Dawno, dawno temu, w granicach strefy Schengen pewna firma wymyśliła i zbudowała połączenie samochodu ratowniczo-gaśniczego z podnośnikiem hydraulicznym. Twór może i ciekawy, ale nie wdarł się przebojem do polskiego pożarnictwa. Jednak na tym bajka się nie kończy.

Po kilku latach inna firma wpadła na pomysł dostosowania pompy do betonu do potrzeb pożarnictwa. Efektem miało być urządzenie, które potrafiłoby zapukać w okno wysoko usytuowanego mieszkania i w razie pożaru wlać do środka znaczną ilość wody, piany lub… betonu, w celach gaśniczych. Ten pomysł miał jeszcze krótsze życie, bo zakończył się już na etapie projektu, a słyszeli o nim jedynie ci, którzy bardzo interesują się techniką pożarniczą. Czas na odsłonę trzecią, tym razem naszą, polską, łączącą wady dwóch wcześniejszych projektów, ale czy na pewno?

Do trzech razy sztuka

Tym razem producent zmienił podejście – skupił się na szczególe, nie ogóle i stworzył samochód szyty na miarę potrzeb zakładowej straży pożarnej. Koncepcja była prosta – ma powstać sprzęt, który pozwoli szybko podać dużą ilość środka gaśniczego z określnej wysokości, np. na dach zbiornika z paliwem. W PSP do tego celu zastosowalibyśmy podnośnik hydrauliczny lub drabinę mechaniczną i auto gaśnicze, czyli wybralibyśmy rozwiązanie dobre i skuteczne. Ale w zakładówce zadali sobie pytanie: po co kombinować, skoro można prościej i szybciej? Do obsługi podnośnika potrzeba minimum dwóch strażaków, do auta gaśniczego kolejnych dwóch, a najlepiej czterech. Do tego dochodzi bieganie z wężami, a jeśli zajdzie potrzeba przestawienia sprzętu, to robi się duże przedsięwzięcie. W nowym pomyśle trzech śmiałków załatwia temat. Oczywiście długotrwała akcja wymagałaby wsparcia kolejnych strażaków, do zbudowania zasilania czy uzupełnienia środka gaśniczego, ale z identyczną sytuacją spotkalibyśmy się, używając podnośnika i samochodu gaśniczego, a w grę wchodzi czas. Zatem na pierwszy rzut nasz bohater nadaje się świetnie. Podjedzie szybko, rozstawi się jeszcze szybciej i ekspresowo zadziała, co w przypadku rafinerii ma kluczowe znaczenie. Rozstawienie podnośnika i podłączenie gaśniczego trwa dłużej. Ponadto teren rafinerii jest zazwyczaj maksymalnie zagospodarowany i nie zawsze daje możliwość rozstawienia dwóch aut w odległości zapewniającej optymalną współpracę. Dodatkowo maszt z działkiem gwarantuje większą precyzję kierowania strumienia środka gaśniczego, co jest bardzo przydatne, jeśli trzeba celować np. w szczelinę w płaszczu zbiornika. Tak więc auto szyte na miarę realizuje zamierzenia i zadania, do których zostało stworzone i w odróżnieniu od przywołanych na początku pomysłów okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Widok 2 aut szparowane rgb

Garść faktów

Teraz trochę konkretów technicznych. Zacznijmy od najciekawszego – masztu. To Oshkosh Snozzle R65 – urządzenie prawie nieznane w polskim pożarnictwie, bo niestosowane w Państwowej Straży Pożarnej, choć w lotniskowych strażach pożarnych już tak. Maszt produkcji amerykańskiej dość powszechny w tamtejszych pojazdach lotniskowej straży pożarnej. Zazwyczaj dodatkowo wyposażany w szpikulec pozwalający na wykonanie otworu w kadłubie samolotu, w miejscu, w którym producent go nie planował. Dwudziestometrowy maszt jest zwieńczony armatą Scorpion EXM o wydajności 6000 l/min przy ciśnieniu 10 bar, z której można podawać nie tylko wodę i pianę, lecz także proszek. Wydajność została jednak ograniczona w przypadku ustawienia maksymalnego wysięgu i skrajnych położeń do 3500 l/min – ze względu na potężny odrzut, generujący siłę rzędu pół tony, a także ewentualny wiatr. Za zasilenie działka odpowiada autopompa Godiva GV 10000 napędzana standardowo, czyli z przystawki, a właściwie „potwora” – chyba najmocniejszej dostępnej na rynku: EK750. Dodatkowo, żeby strażacy widzieli, gdzie się gasi, na szczycie masztu zamontowano oświetlenie i kamerę wizyjną, ekran ma przed oczami dowódca. Na maszcie można także zamontować kamerę termowizyjną lub inne urządzenia, jakich tylko będzie potrzeba.

Sterowanie masztem i zamontowanym na nim działkiem odbywa się za pomocą pilota bezprzewodowego, umożliwiającego także regulację obrotów silnika i uproszczoną obsługę autopompy. Układ uzupełniają: automatyczny dozownik środka pianotwórczego (bez wgłębiania się w odwieczną dyskusję nad rozumieniem pojęcia automatyczności dozowników) – z możliwością przesterowania ręcznego, nasady ssawne, tankowania, osiem nasad tłocznych i przytwierdzona do dachu kolejna armata 6000 l/min, też Scorpiona. Działkiem dachowym steruje się z wygodnego fotela dowódcy, za pomocą joysticka, tak umieszczonego, aby preferować dowódców leworęcznych – mi osobiście to rozwiązanie przypadło do gustu (oczywiście ma możliwość przestawienia dla strzelca praworęcznego), oraz dodatkowego pilota bezprzewodowego.

Reszta już jakby normalniejsza – konstrukcja auta, chciałoby się powiedzieć modułowa, chociaż nie wiem, czy to pojęcie nie jest już mylnie pojmowane w wielu przypadkach. Zaraz za kabiną znajdziemy zbiornik środka pianotwórczego 7000 l. Za nim maszt z podstawą, a po bokach masztu skrytki sprzętowe. Potem kolejny zbiornik, tym razem 6000 l – wypełniony wodą i ostatni moduł – autopompa z tyłu, ze skrytkami po bokach. Całość wykonana ze stali i aluminium, spawana, skręcana, a zbiorniki z kompozytów – czyli proste i sprawdzone rozwiązanie. Warto jednak zwrócić uwagę na szczegół: sam maszt wymaga zastosowania dodatkowych podpór. Nie są to jednak podpory typu H, z jakimi mamy do czynienia m.in. w pojazdach z żurawiami, bardziej przypominają te stosowane w drabinach Magirusa. Jak każde rozwiązanie mają one swoje plusy i minusy, a także zwolenników i przeciwników, jednak w tym przypadku korzyść jest wymierna – dają dodatkowe miejsce na sprzęt, które klasyczne H chętnie by zagospodarowały. Zadaniem tych podpór jest zmniejszenie naprężeń działających na ramę, a nie stabilizacja pojazdu, jak mogłoby się wydawać. Po ich rozstawieniu nie rośnie drastycznie szerokość pojazdu – właściwie jest to aspekt pomijalny, bo podpory zwiększają jego obrys o zaledwie 80 cm, co ma duże znaczenie operacyjne. Parametry masztu pozwalają na pracę w zasięgu 20 m do góry i po 15 m w przód, tył i na boki, umożliwiają też pracę zamontowanym na nim działkiem w każdej pozycji masztu – łącznie z transportową.

Zabudowa zabudową, ale sama nie pojedzie. Do jej transportu została zatrudniona Scania P 450 w konfiguracji 8x4 z niską kabiną typu CP17 w wersji przedłużonej. Silnik o pojemności 13 dm3, 450 KM, moment obrotowy 2350 Nm, Euro 6 i skrzynia automat, więc jest czym jechać. No i wymiary – prawie 4 m wzwyż pomimo niskiej kabiny. Wysokość jest efektem zamontowanego na dachu działka i oczywiście masztu – producent jednak deklaruje, że bez działka dachowego jest w stanie zejść z wysokością do 3,7 m. Długość całkowita wynosi ponad 10 m, jednak samego podwozia z zabudową jest mniejsza. Maszt wystaje z tyłu i z przodu, więc przy manewrowaniu należy uważać. Szerokość pojazdu jest natomiast standardowa. Jeszcze masa. Auto to spory grubasek, ze wszystkimi środkami i sprzętem waży 32 800 kg, dla wnikliwych – ważony ze środkiem pianotwórczym 1.03 g. Zastanawiać może jedynie zbiornik paliwa – w opisywanym pojeździe liczy 400 l, jest więc niby duży, ale dla porównania Mercedes Atego 290 KM podczas pracy autopompą przez 4 godz. przy ciśnieniu tłoczenia 8 bar i obrotach silnika w granicach 1700 rpm, potrafi skonsumować około 150 l paliwa, tu mamy większą przystawkę, pompę, wyższe ciśnienia. A i akcje w rafineriach z reguły nie są też krótkie.

Szczego 3 aut rgbSzczego 8 aut rgb

Z polskiego na nasze

Jak auto szyte typowo pod straż zakładową ma się do Państwowej Straży Pożarnej? A raczej: jak może się mieć? Może, tylko trzeba na zagadnienie spojrzeć inaczej – rozluźnić granice schematów. Wymiana pojazdów w PSP następuje w miarę możliwości i środków, zgodnie z wytycznymi określonymi w zarządzeniu komendanta głównego PSP w sprawie gospodarki transportowej, czyli po upływie określonej liczby lat. W szeregach PSP służą pojazdy potocznie nazywane superciężkimi, czyli dysponujące ilością środków gaśniczych od niespełna 8000 l do przeszło 10 000 l, a mogą mieć jeszcze więcej, więc jest miejsce do zakupu. Pytanie, po co nam, zawodowcom, zbiornik wody 6000 l i środka 7000 l, skoro środek jest drogi, nie używa się go aż tak często, więc dochodzi jeszcze problem z terminem przydatności? Otóż wersja pojazdu na potrzeby PSP wcale nie musi taka być. Można spokojnie zabudować go w konfiguracji zapewniającej minimum środka zgodnie z przepisami i wyposażyć w duży zbiornik wody – w tym przypadku pewnie dwa – i zbiornik środka o pojemności 10% ilości wody. A co ze standardem wyposażenia? Odpowiedź jest zadowalająca: standard mieści się w skrytkach. Idea produkcji pojazdu zawierała potencjalną możliwość oferowania pojazdu w przyszłości, także i dla PSP, więc zaprojektowano go tak, by pomieścił w skrytkach wyposażenie wymienione w załączniku nr 3 do „Wytycznych standaryzacji (…)”, czyli GCBA typoszeregu 7/40 albo załączniku nr 4, czyli typoszeregu 11/60.

No i ostatnie pytanie – jaka cena? Wartość pojazdu nie jest jawna ze względy na politykę współpracy pomiędzy stronami zamówienia i należy to uszanować. Cena samego wysięgnika także nie jest do końca jawna, ale udało mi się ustalić, że przekracza milion złotych i oczywiście jest zależna od kursu walut, wielkości zamówienia (liczby sztuk), do tego dochodzą kamery, okablowanie itp. Pobieżnie szacując, można przyjąć wartość kompletnego pojazdu w okolicach 4 mln zł, pamiętając o ELTE GPS, radiotelefonach i tym podobnych, niezdefiniowanych tutaj, jednak charakterystycznych dla PSP składowych, istotnych w przypadku obliczeń dla przetargu. Na potrzeby artykułu taka wartość poglądowa w zupełności wystarczy. Czy to dużo? To zależy. Jeżeli porównujemy do GBA – dużo, do „zwykłego” GCBA – nadal sporo, lecz porównując do SH68 już lepiej, a do „laboratorium” – całkiem tanio. Nasuwa się tylko pytanie – ile jest warta opcja rozszerzenia potencjału ratowniczego pojazdu? Ile jesteśmy w stanie zapłacić za możliwość wprowadzenia nowych procedur ratowniczych, wzbogacenie obecnego systemu o zupełnie inne podejście i ile byłyby w stanie zapłacić ówczesne władze Warszawy za taki pojazd, gdyby było wiadomo, że podjedziemy w ten pechowy walentynkowy dzień pod nieszczęsny most Łazienkowski wetkniemy działko umieszczone na maszcie w odpowiednie miejsce i utopimy pożar … albo ugasimy Warsaw Hub. Rzecz jasna 20 metrów nie sięgnie, ale 68 też nie, tylko tu nie chodzi o metry a o filozofię, o zmianę podejścia, szersze spojrzenie i wyjście poza schemat – bo technicznie, możliwości są. Więc jak z tą ceną – chyba nie tak drogo, prawda?

Smutny koniec?

Jakie będą losy tego projektu, dowiemy się po latach, ale fakt, że pojazd już powstał i będzie pracował w straży zakładowej, pozostawia pożarniczą pompę do betonu daleko w tyle. Czy jednak podzieli on los projektu łączącego samochód gaśniczy z podnośnikiem i będzie traktowany jako ciekawostka, która gdzieś jest, można o niej mówić, może nawet się sprawdza, ale w sumie to nie widzimy zastosowania? Czy może będzie czymś w rodzaju dawnego pojazdu wytwarzającego pianę sprężoną przy pomocy gazów spalinowych, czyli objuczonej worami wad ciekawostki, która zapoczątkowała coś, co dziś jest coraz powszechniejsze i nazywane CAFS, tj. pianą sprężoną. Projektem, nad którym ktoś usiadł, przemyślał, wyeliminował wady i opracował coś fajnego. A może ten projekt nie ma wad i spowoduje rewolucję w polskim pożarnictwie? Niestety pewnie nie. Wad jeszcze nie zauważyłem, ale sądzę, że produkcja raczej zamknie się w jednej lub kilku sztukach, z zasadniczym ukierunkowaniem na straże zakładowe i na tym projekt się zakończy. A może się jednak mylę?

kpt. Rafał Zakrzewski pełni służbę w Komendzie Miejskiej PSP m.st. Warszawy

fot. arch. autora