Historia i tradycja

Krótkie dzieje przepisów przeciwpożarowych (cz. 8)

Kategoria: Historia i tradycje

W poprzednim odcinku omówiłem działanie ubezpieczeń od ognia i prawa budowlanego jako istotnych czynników mających ograniczać liczbę i wielkość pożarów. Same ubezpieczenia i budownictwo to jednak nie wszystko.

Krajowe ubezpieczenia nie spełniły nadziei, jakie pokładali w nich nasi pionierzy, zwłaszcza Chomicz. A przecież mogło być inaczej. Ubezpieczenia miały niezaprzeczalny atut, w postaci gotowych struktur obejmujących cały kraj i wykształconych kadr, dysponujących wiedzą i umiejętnościami – również inżynierskimi. Naprawdę niewiele brakowało, by z tych struktur stworzyć policję ogniową, wyposażoną nie tylko w środki do zbierania podatku ogniowego, lecz także w laboratoria badawcze i ośrodki naukowe wypracowujące metody zapobiegania pożarom, co wiązałoby się z określeniem standardów budowania i zabezpieczania budynków. Tak właśnie działo się w Niemczech i (nieco inaczej) w USA, a efektem tego biegu wydarzeń są naśladowane (i stosowane) na całym świecie opasłe zbiory norm, sygnowane skrótami: VdS i NFPA. Skróty te to nazwy: zrzeszenia niemieckich firm ubezpieczeniowych i szerszej niż ubezpieczeniowa organizacji amerykańskiej [1]. Zarówno VdS, jak i NFPA działały na polu ochrony przeciwpożarowej już przed I wojną światową, jednak w naszych warunkach to się nie udało. Ubezpieczenia z czynnika mającego sprzyjać rozwojowi budownictwa ogniotrwałego i zabezpieczeń przeciwpożarowych przekształciły się w przedsięwzięcie czysto biznesowe, zainteresowane nie tyle zmniejszeniem klęski ogniowej, co zyskiem. Poza tym ubezpieczyciele nie zrzeszyli się w jednej organizacji.

Druga gałąź ochrony przeciwpożarowej, czyli prawo budowlane, nie mogło zadziałać w sposób należyty ze względu na długie okresy przejściowe, sięgające nawet 10 lat. Ponadto uzależniono stosowanie budownictwa ogniotrwałego od woli władz lokalnych (rządowych i samorządowych), co w praktyce czyniło to prawo martwym. Pozytywne efekty wdrożenia przepisów byłoby widać dopiero za kilka, kilkanaście lat, za kadencji zupełnie innych władz. Konsekwencje wdrożenia prawa, czyli starcie z gniewem ludu, ponosiłaby natomiast bieżąca władza. Poza tym władza wykonawcza, czyli policja budowlana, była bardzo słaba. A to właśnie ona miała tego prawa pilnować – o czym wspomnę na końcu artykułu.

We władzach cywilnych kraju nie było zatem kandydatów do przejęcia zadań policji ogniowej.

Pozostał trzeci czynnik zapobiegania pożarom – powszechne prawo porządkowe. W tym zakresie bardzo dużo zależało od woli strażaków, tworzących jedną organizację związkową, dysponującą bardzo dużą siłą perswazji. Organizacja ta mogła wchłonąć inne, stając się czymś w rodzaju amerykańskiego NFPA – były ku temu możliwości. Istniały też nieco inne perspektywy – pójścia w stronę administracyjną. Główny Związek Straży Pożarnych RP wyłonił kilka komisji, które oceniały m.in. sprzęt gaśniczy. Mogły one łatwo przekształcić się w działy naukowe, dysponujące z czasem laboratoriami, ale też w działy administracji, mogące wykonywać zadania policji ogniowej. Zresztą już od 1921 r. postulowano pośród strażaków powołanie zawodowych inspektorów ochrony przeciwpożarowej, choć jednego na dwa, trzy powiaty, zajmujących się zawodowo tzw. akcją przeciwpożarową. Ale akcja ta, rozumiana zrazu jako zapobieganie pożarom w sensie ogólnym (budownictwo ogniotrwałe, ubezpieczenia od ognia, straże ogniowe), po odejściu z władz strażackich Bolesława Chomicza i Józefa Tuliszkowskiego przybrała w wykonaniu strażackim jednostronny wyraz: wspierania rozwoju ochotniczych straży ogniowych. Inspektorów zawodowych w końcu powołano, ale zajmowali się oni tylko taką jednostronną akcją, związaną z działaniem interwencyjnym, a nie z zapobiegawczym. Można więc powiedzieć, że samo środowisko strażackie nie chciało przejąć zadań policji ogniowej (a i obecnie patrzy na to niechętnie).

Niechęć do kojarzenia strażaków z policjantami ogniowymi najwyraźniej objawiła się w gwałtownej krytyce pomysłu Józefa Tuliszkowskiego na powołanie szkoły pożarniczo-budowlanej. Nie sama tylko krytyka spowodowała jednak, że aż do chwili wybuchu II wojny światowej taka szkoła nie powstała, a kształcenie kadr Korpusu Technicznego Pożarnictwa, czyli wspomnianych wyżej inspektorów, opierało się na kursach o żenująco słabej bazie lokalowej, naukowej i poligonowej. Decydujący był brak pieniędzy. Mimo wszystko symptomatyczne było, że środowisko strażackie nie chciało uczyć się budownictwa ogniotrwałego. A że o kształcie ochrony przeciwpożarowej decydowała wola większości – bo przecież w ochotniczych strażach ogniowych ludzi na stanowiska się wybiera, a nie mianuje, akcja przeciwpożarowa taką postać w końcu przyjęła, jak sobie tego strażacka większość życzyła.

Rozwój kraju powodował jednak wzrost zagrożeń pożarowych. Nie oglądając się zatem na wewnątrzstrażackie dyskusje i waśnie, różne gałęzie gospodarki i przemysłu postanowiły same zadbać o własne bezpieczeństwo pożarowe. Dzięki zasięgnięciu opinii fachowców starania te przybrały postać całkiem rozsądnych przepisów.

Fosfor biały i żółty…
Okazało się, że nie wszystkie substancje chemiczne są w powszechnym obrocie gospodarczym pożądane. Od 1 lipca 1927 r. nie można było używać [2] fosforu białego i fosforu żółtego do wyrobu zapałek lub innych przedmiotów zapalnych. Zakazano też używania, przechowywania, sprzedaży, rozpowszechniania i przywozu z zagranicy produktów zapalnych, zawierających zakazane substancje. O powodzie tego zakazu nie wspomniano, ale dla ludzi obytych nieco z chemią jest on zrozumiały. Obydwa fosfory zapalają się same, a przy tym są dość trudne do ugaszenia (środkami domowymi właściwie zrobić tego nie sposób). Przepis ten był naprawdę długowieczny, gdyż uchyliła go dopiero ustawa z 11 stycznia 2001 r. o substancjach i preparatach chemicznych.

Taśma filmowa
Następny przepis, nieco młodszy od poprzedniego, obowiązuje do dziś! Co ciekawe, mało kto wie o jego istnieniu. A związany jest ściśle z fabrykami snów. Przemysł filmowy rozwijał się Polsce międzywojennej bardzo prężnie. Niestety, jego wytwory rejestrowane były na wybitnie łatwopalnym produkcie – taśmie celuloidowej. Spowodowała niejeden groźny pożar, więc szybko nauczono się z nią postępować. Powstał również odpowiedni i całkiem szczegółowy przepis [3], który nakazywał postępować z taśmą filmową prawie tak samo ostrożnie, jak z dynamitem.

Określono, że przepis dotyczy pomieszczeń przeznaczonych do przechowywania ponad 35 kg taśmy celuloidowej. Zabroniono umieszczania taśmy filmowej w wystawach sklepowych i gromadzenia jej w pracowniach w ilości przekraczającej 300 kg. Pracownia (laboratorium) musiała się mieścić w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu – o ścianach i stropie wykonanych z materiałów ogniotrwałych. Jeśli ilość taśmy filmowej przekraczała 100 kg, pracownię należało lokalizować na najwyższej kondygnacji budynku. Jej okna musiały być oszklone szkłem matowym, nieprzepuszczającym promieni słonecznych. Wszelkie prace wymagające użycia ognia otwartego były w pracowni zabronione, a ogrzewać je można było tylko centralnie lub za pomocą pieca kaflowego, z paleniskiem zlokalizowanym w innym pomieszczeniu. Poza godzinami pracy taśma filmowa musiała być zawsze zamknięta w pudełkach metalowych.

Określono też surowe wymagania dla składów taśmy filmowej, w której przechowywano jej ponad 300 kg. Nad składem nie wolno było urządzać żadnych pomieszczeń użytkowych. Odległość składu od klatki schodowej nie mogła przekraczać 4 m. Ściany oddzielające składy od innych pomieszczeń miały być wykonane z cegły, grube na 55 cm (wliczając pustkę 13 cm), a jeśli je wykonano z innych materiałów ogniotrwałych – to o równoważnej odporności na ogień. Do pomieszczeń składowych powinien prowadzić przedsionek o powierzchni od 4 m2.

Ponadto określono wymagania, jakie powinny spełniać instalacje grzewcze i elektryczne, oraz zasady pracy z taśmą filmową.

Pasy przeciwpożarowe
W 1930 r. ukazał się przepis dotyczący wykonywania pasów przeciwpożarowych [4], upoważniający ministra komunikacji do wydawania odpowiednich zarządzeń, ale wskazany minister nie skorzystał z danego mu prawa i rozporządzenia nie wydał. Prawdziwy przełom nastąpił w 1934 r., gdy sprawę tę uregulowano ustawą [5], która ukształtowała sposób myślenia o pasach przeciwpożarowych aż po dziś.
Zarząd kolei ma prawo za odszkodowaniem (…) urządzać i utrzymywać na obcym gruncie pasy ochronne przeciwpożarowe i zasłony odśnieżne.
Koszty urządzenia i utrzymywania pasów ochronnych przeciwpożarowych i zasłon odśnieżnych ponosi zarząd kolei, jednakże w przypadkach, gdy zadrzewienia (zakrzewienia), powodujące potrzebę pasów ochronnych przeciwpożarowych, powstały po wybudowaniu kolei, urządzenie i utrzymanie tych pasów oraz związane z tym koszty obciążają właścicieli zadrzewionych (zakrzewionych) gruntów.

Zgodnie z ustawą szczegóły wykonania pasów miało regulować odpowiednie rozporządzenie, które ukazało się jeszcze w tym samym roku [6]. Podobnie jak owa ustawa, stało się ono kluczowe dla późniejszych edycji przepisów, łącznie z dzisiejszymi. Wówczas widziano to tak:

W obrębie lasów powinny być urządzane z obu stron linij kolejowych pasy ochronne, w celu zabezpieczenia lasów od pożarów, mogących powstawać od iskier przejeżdżających parowozów. Pasy przeciwpożarowe powinny być urządzane tylko tam, gdzie koszty ich urządzenia pozostają w odpowiednim stosunku do strat, mogących powstać wskutek pożaru.
Służące do zabezpieczenia lasów przed pożarami pasy ochronne (§ 1) powinny składać się z dwóch dróżek o szerokości od 1 do 1,5 m każda, przeprowadzonych równolegle do linji kolejowej, w odległości od 10 do 15 m jedna od drugiej i łączonych między sobą co 25-50 m dróżkami poprzecznemi tej samej szerokości co i podłużne. Pierwsza równoległa do linji kolejowej dróżka powinna być założona w odległości od 2 do 5 m od dolnej krawędzi nasypu lub górnej krawędzi przekopu. Dróżki powinny być całkowicie oczyszczone od wszelkiej roślinności, na gruntach zaś torfiastych posypywane piaskiem. Prostokąty między dróżkami powinny być zadrzewionej wybór gatunku drzew t. j. liściastych czy iglastych zależy od rodzaju gleby. Gałęzie drzew powinny być obcinane do wysokości 1,5 m od powierzchni ziemi, pozatem prostokąty należy oczyszczać z krzaków, suchych liści, gałęzi itp.
Przepis ten obowiązywał do 1962 r.

Ustawa o ochronie przed pożarami i innemi klęskami
Środowisko strażackie długo oczekiwało na własną ustawę, żywiąc nadzieje na rozwiązanie wszelkich problemów. Ustawę wreszcie uchwalono w 1934 r. [7]. I jest ona przykładem tego, jak powinno się pisać przepisy. Okazuje się, że język prawny wcale nie musi być niezrozumiały dla przeciętnego człowieka, że może coś brzmieć jednoznacznie nawet wtedy, gdy odwołuje się do intuicji. Ustawa jest napisana tak klarownym językiem, że dosłownie każdy może ją zrozumieć i łatwo zapamiętać. No ale tak jest w sumie ze wszystkimi międzywojennymi przepisami, więc nie ma co się dziwić.

W interesującym nas zakresie ustawa ta zaprowadziła ład, porządek i nadała odpowiedni kierunek inicjatywom, ale tylko w jednej gałęzi. Problem bowiem w tym, że całą ochronę przeciwpożarową zawęziła do straży ogniowych. Była to w gruncie rzeczy ustawa o strażach ogniowych i akcjach gaśniczych, a nie „o ochronie przed pożarami i innemi klęskami”, jak wieścił jej tytuł. W związku z tym wszystkie jej przepisy zapobiegawcze bardzo łatwo przytoczyć.

W art. 3 umieszczono następującą delegację: Minister spraw wewnętrznych w porozumieniu z właściwymi ministrami władny jest w drodze rozporządzeń wydawać szczegółowe przepisy o zapobieganiu powstawania oraz rozszerzania się pożarów i innych klęsk, o zaopatrzeniu osiedli i budowli w urządzenia oraz przyrządy ochronne i zapobiegawcze, tudzież ustalać postępowanie przy nadzorze nad wykonywaniem tych przepisów.

I na tym można by skończyć wymienianie ustawowych przepisów dotyczących zapobiegania pożarom, ale znajdziemy jeszcze dwa passusy, które na siłę można podciągnąć pod zapobieganie.

I tak w art. 25 pkt 4 zobowiązano gminy w ramach ich budżetu, by: zapewniły dostarczanie dla akcji ratunkowej dostatecznej ilości wody.

W art. 26, traktującym o obowiązkach „każdej osoby” na rzecz alarmowania o zdarzeniu i prowadzenia akcji ratowniczej, znalazł się przepis przywodzący na myśl porządki ogniowe: Właściciele budynków obowiązani są posiadać, przechowywać w tych budynkach i utrzymywać w stanie zdatnym do natychmiastowego użytku narzędzia, potrzebne przy prowadzeniu akcji ratunkowej. Szczegółowy zakres tego obowiązku ustali rozporządzenie wykonawcze.

I to by było na tyle, jeśli idzie o przepisy ściśle ustawowe.

Minister spraw wewnętrznych wydał jednak kilka rozporządzeń. Jak by nie mówić – nie paliło mu się. Oto one.

Porządek ogniowy w domu
W połowie listopada 1938 r. gdzieniegdzie zaczęło obowiązywać (bo na terenie większości kraju dopiero po wydaniu przez wojewodów własnych rozporządzeń wdrażających, co musiało trwać) rozporządzenie [8] (obowiązujące do 28 lutego 1950 r.), regulujące kwestie ochrony przeciwpożarowej w budynkach. Nie było długie, bo mieściło się na jednej stronie. Oto trzy czwarte jego treści.
Zabrania się przechowywania i gromadzenia na nieprzeznaczonych do zamieszkiwania częściach strychów budynków wymienionych w § 1 jakichkolwiek materiałów łatwopalnych, a w szczególności: słomy, trawy morskiej, drzewa, wełny drzewnej, wiórów drzewnych, papieru, szmat, olejów mineralnych, celuloidu itp. oraz przedmiotów wykonanych w całości lub w przeważającej części z takich materiałów. Zastrzeżono dalej, że przepis ten nie dotyczy budynków, jeżeli konstrukcje dachów tych budynków są wykonane z żelazobetonu, o grubości płyty co najmniej 8 cm, lub z żelaza, pokryte płytami o tej samej wytrzymałości na przebicie, a stropy tych budynków są wykonane w całości z materiałów ognioodpornych.

Zabrania się przechowywania i gromadzenia na nieprzeznaczonych do zamieszkiwania częściach strychów, w korytarzach piwnicznych, klatkach schodowych, przejściach i przejazdach w budynkach wymienionych w § 1 jakichkolwiek przedmiotów w sposób utrudniający przejazd lub przejście.
Wszelkie przedmioty, znajdujące się na nieprzeznaczonych do zamieszkiwania częściach strychów, w korytarzach piwnicznych, klatkach schodowych, przejściach i przejazdach w budynkach wymienionych w § 1, powinny być tak przechowywane, aby mogły być niezwłocznie usunięte z tych pomieszczeń do innych części budynku. Co w sumie oznaczało, że można tam trzymać wszystko, co da się dowolnie przenosić. Martwy przepis już w momencie podpisania.

Warty i patrole
W lipcu 1939 r. miało wejść w życie rozporządzenie [9], regulujące sprawy powszechnego udziału ludności w zwalczaniu pożarów. Chodziło głównie o udział czynny, ale znalazły się tam również działania zapobiegawcze o charakterze obowiązkowym.

W § 2, w którego 10 punktach określono obowiązki dla ludności przy akcji ratowniczej, dodano pkt 11 o treści: wykonywaniu prac koniecznych dla zapobieżenia rozszerzaniu się pożaru lub innej klęski. Nie sprecyzowano, na czym miałyby te czynności polegać, ale domyślać się można, że chodziło o czynności przy już trwającym pożarze lub w warunkach klęski.

W § 6-9 określono inną czynność zapobiegawczą, a raczej alarmową, mianowicie obowiązek pełnienia wart. Rozpisano go szczegółowo.
Wykonanie obowiązku pełnienia wart dla ochrony przed powstaniem pożaru lub innej klęski polega na:
1) czuwaniu nad bezpieczeństwem mieszkańców dla ochrony przed powstaniem pożaru lub innej klęski,
2) niezwłocznym alarmowaniu organów służby bezpieczeństwa publicznego, przełożonego gminy, sołtysa, straży pożarnych i mieszkańców o powstałym niebezpieczeństwie.
Pełniący wartę powinni zwracać uwagę na przestrzeganie przez osoby w gminie przebywające przepisów o zapobieganiu powstawania i szerzenia się pożarów i innych klęsk, a w przypadkach spostrzeżenia uchybień powiadomić o tym przełożonego gminy.
Powołanemu do warty w gminie wiejskiej może być poruczone wykonanie tej warty jedynie na obszarze tej gromady, w której powołany zamieszkuje. Pełniący wartę, w czasie wykonywania tego obowiązku, nie mogą oddalać się poza obszar, którego strzegą [i] (…) powinni być zaopatrzeni w odpowiednie oznaki i przyrządy alarmowe dostarczone przez gminę. Dalej opisano, kto i jak ma te warty pełnić. Rozporządzenie obowiązywało do 28 lutego 1950 r.

Zaopatrzenie w wodę
Tuż przed wojną, 22 sierpnia 1939 r., ukazało się ostatnie przedwojenne rozporządzenie [10], wydane na podstawie ustawy o ochronie przed pożarami. Mówiło ono o konieczności zaopatrzenia osiedli i budynków w wodę przeznaczoną do gaszenia pożarów.
Na sieci wodociągowej powinny być założone hydranty przeciwpożarowe w miarę możności płytkie w odległościach nieprzekraczających 150 m dla dzielnic o zabudowaniu luźnym i bliźniaczym oraz 100 m dla dzielnic o zabudowaniu zwartym. Hydranty powinny być łatwo dostępne. Położenie ich powinno być dokładnie oznaczone w terenie.
Wodociąg powinien być tak urządzony, aby na wypadek pożaru mógł zwiększyć odpowiednio swą wydajność. Zwiększenie to powinno być liczone co najmniej na dwa równoczesne pożary, trwające co najmniej 2 godziny. Jednokierunkowa zdolność transportowa rurociągów zasilających do miejsca pożaru powinna wynosić co najmniej 10 l na sekundę, a z rurociągów rozdzielczych – 5 l na sekundę – przy niezmniejszonej wydajności średniej letniej i przy ciśnieniu w sieci wynoszącym co najmniej 0,7 atmosfer.
Minimalna średnica rurociągu ulicznego powinna wynosić 100 mm. (…)
We wszystkich osiedlach należy założyć specjalne urządzenia przeciwpożarowe stosownie do wymagań niżej określonych:
1) Należy urządzić szereg punktów poboru wody dla celów przeciwpożarowych niezależnie od istniejącego wodociągu, wykorzystując w tym celu wszelkie wody, znajdujące się na obszarze osiedla i przystosowując je do użytku przez: oczyszczanie, pogłębianie, spiętrzanie oraz przez ułatwienie bezpośredniego dojazdu i czerpania.
2) Dzielnice osiedla, pozbawione naturalnych punktów poboru wody lub nie posiadające dostatecznej ich ilości, powinny być zaopatrzone w wystarczającą liczbę punktów sztucznych, jak zbiorniki otwarte albo kryte, specjalne wodociągi, stacje pomp, studnie, zbiorniki płuczące przy kanalizacji rozdzielczej i tym podobne urządzenia o wydajności odpowiedniej dla celów przeciwpożarowych.
3) Odległości między punktami poboru wody nie mogą przekroczyć w dzielnicy o zabudowaniu zwartym – 500 m i w dzielnicy o zabudowaniu luźnym lub bliźniaczym – 700 m. Przy rozmieszczeniu tych punktów należy uwzględniać stopień zagrożenia pożarowego dzielnic albo poszczególnych punktów miasta.
4) Przy obliczaniu wydajności punktu poboru wody należy uwzględnić możliwość jednoczesnego gaszenia co najmniej dwóch pożarów. Podano przy tym tabelę obliczania ilości wody, w zależności od liczby mieszkańców przypadającej na 1 ha osiedla.

Przepisy te, bardzo czytelne i pożyteczne, obowiązywały aż do 1 stycznia 1975 r.

Ochrona lasów
Co prawda dopiero po wojnie, ale na podstawie przedwojennej ustawy o ochronie przed pożarami, powstał jeszcze jeden przepis, zalecający ochronę lasów przed pożarami i powszechną czynną walkę z nimi. Jego część zapobiegawcza miała następującą postać.
Zabrania się na terenach objętych lasami, torfowiskami i wrzosowiskami oraz w odległości do 100 m od nich dokonywać bez zezwolenia czynności mogących wywołać niebezpieczeństwo pożaru, w szczególności:
1) zakładać i utrzymywać urządzenia, przeznaczone na paleniska;
2) rozniecać ogniska, pozostawiać bądź przenosić palące się i tlące przedmioty, korzystać z otwartego płomienia;
3) spalać pokrywę gleby i pozostałości roślinne;
4) wyrzucać żar węglowy z parowozów kolejowych.
Ponadto właściwe nadleśnictwo może wydać zakaz palenia tytoniu na obszarze lasów (…).
Przepis działał krótko, bo zaledwie rok, ale był bazą niemalże identycznych przepisów, mających o wiele dłuższy żywot.

Podsumowanie
Jak widać, działalność prawodawcza na polu ochrony przeciwpożarowej postępowała jak po grudzie. W dodatku gdy wreszcie przepisy się ukazały, nie było komu ich egzekwować. Władysław Pilawski, który był inspektorem ochrony przeciwpożarowej w okresie międzywojennym, mówi, że jego czynności obejmowały głównie opiekę administracyjną nad ochotniczymi strażami ogniowymi aż trzech powiatów i właściwie nie było mowy o policji ogniowej (rozmowę z W. Pilawskim przeprowadziłem 28 stycznia 2015 r.). Tyle samo powiatów miał również do nadzoru inspektor ds. budownictwa, czyli niezbyt silna była ta policja budowlana. Ale starosta, który de facto płacił inspektorowi (zawodowemu strażakowi) za jego czynności związane z pomocą dla OSP (bo de iure inspektora zatrudniał wojewódzki związek ochotniczych straży pożarnych), wpadł na pomysł, by tenże strażak oficer wydawał opinie o zbudowanych budynkach – czy są postawione zgodnie z przepisami. Bez takiej opinii starosta nie chciał wydawać decyzji o pozwoleniu na użytkowanie.

To pierwszy przykład, gdy zawodowy strażak dokonywał odbiorów obiektów. W ten właśnie sposób, oddolnie, nastąpiło zespolenie budownictwa ogniotrwałego z nadzorem fachowym ze strony zawodowych strażaków, choć odgórnie w przepisach tego nie przewidziano. Tym samym z perspektywy czasu jakże mądre okazały się słowa Chomicza o policji ogniowej i pragnienie Tuliszkowskiego, by strażaków kształcić w budownictwie. Przyszło Korpusowi Technicznemu Pożarnictwa odczuć te braki na własnej skórze, zwłaszcza słabość liczebną. Krótko to trwało, bo w 1939 r. nadeszła wojna, kładąc kres z trudem wypracowanemu porządkowi. Po wojnie nastały zaś zupełnie inne porządki – ale też nie od razu.

St. bryg. Paweł Rochala jest naczelnikiem Wydziału Nadzoru Prewencyjnego w Biurze Rozpoznawania Zagrożeń KG PSP


Przypisy
[1] VdS: Verband der Sachversicherer e.V. – Związek Ubezpieczycieli Majątkowych, NFPA: National Fire Protection Association – Narodowy Związek Ochrony Przeciwpożarowej.
[2] Rozporządzenie prezydenta Rzeczypospolitej z dnia22 kwietnia 1927 r. o zakazie używania białego i żółtego fosforu przy wyrobie przedmiotów zapalnych (DzU nr 43, poz. 380 i 381).
[3] Rozporządzenie ministrów: robót publicznych, spraw wewnętrznych, przemysłu i handlu oraz pracy i opieki społecznej z 7 maja 1929 r. w sprawie przechowywania taśmy celuloidowej (filmu) (DzU nr 36, poz. 327).
[4] Rozporządzenie prezydenta Rzeczypospolitej z 30 października 1930 r. (DzU nr 76, poz. 599) o oddaleniu od terytorjum kolejowego budynków i składów materjałów oraz o szerokości pasa ognioochronnego
[5] Ustawa z 13 marca 1934 r. o oddaleniu budowli, składów, zadrzewienia i robót ziemnych od linij kolejowych oraz o pasach ochronnych przeciwpożarowych i zasłonach odśnieżnych (DzU nr 28, poz. 220)
[6] Rozporządzenie ministra komunikacji z 7 września 1934 r. wydane w porozumieniu z ministrami: spraw wewnętrznych oraz rolnictwa i reform rolnych o urządzaniu i utrzymywaniu pasów ochronnych przeciwpożarowych i zasłon odśnieżnych (DzU nr 84, poz. 759).
[7] Ustawa z 13 marca 1934 r. o ochronie przed pożarami i innemi klęskami (DzU nr 41, poz. 365).
[8] Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z 31 października 1938 r. wydane w porozumieniu z ministrami spraw wojskowych oraz przemysłu i handlu o zapobieganiu powstawania i rozszerzania się pożarów w budynkach (DzU nr 87, poz. 590).
[9] Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z 6 kwietnia 1939 r. o obowiązkach ludności w wypadkach pożarów lub innych klęsk (DzU nr 37, poz. 242).
[10] Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z 29 lipca 1939 r. wydane w porozumieniu z ministrem opieki społecznej o urządzeniach publicznych i prywatnych do zaopatrywania ludności w wodę i usuwania nieczystości oraz o specjalnych urządzeniach przeciwpożarowych (DzU nr 75, poz. 506).