Równajmy w górę

Kategoria: W ogniu pytań

Inwestycje, nowe kierunki studiów, a może i zmiana nazwy uczelni. O tym, co czeka SGSP, w rozmowie z jej nowym rektorem-komendantem nadbryg. dr. inż. Mariuszem Feltynowskim, prof. uczelni.

 

 

 

Po pana nominacji na stanowisko rektora-komendanta prasa pisała, że komendant główny PSP delegował na tę funkcję swojego najlepszego człowieka. Czy trudno było się rozstać z KCKR i życiem operacyjniaka?

Oczywiście, że tak. Spędziłem tam w końcu 15 lat mojej służby. Po kilku miesiącach w SGSP używam już wprawdzie zwrotu „my, tutaj w szkole”, ale o KCKR nie zapomniałem, zwłaszcza że doświadczenie, które tam zdobyłem, owocuje na obecnym stanowisku. Upraszczamy wiele procesów, gdyż szkoła ma rozbudowane procedury wewnętrzne i obieg dokumentów. Na przykład w ścieżce dotyczącej zakupu materiałów biurowych jeszcze kilka miesięcy temu uczestniczyło około dziesięciu osób, a zakup zatwierdzał ostatecznie rektor-komendant. Sukcesywnie to zmieniam. Deleguję odpowiedzialność na zastępców w ich pionach, by odzyskać czas na myślenie o strategii rozwoju szkoły czy rozmowę ze współpracownikami. Chcę również dać kadrze poczucie pewności siebie i gwarancję, że w przypadku popełnienia błędów, nawet tych finansowych, będą mieli ochronę. Dlatego wykupiliśmy dla nich odpowiednie ubezpieczenie. A prasa jest od tego, aby pisać i komentować, nie zawsze znając fakty i okoliczności. Dobre oceny są zawsze miłe, ale staram się z pokorą robić swoje.

Objął pan stery uczelni w trudnym momencie – w ciągu zaledwie dwóch lat jest pan trzecim komendantem. Pana poprzednicy musieli zmierzyć się z pandemią i wynikającym z niej niezadowoleniem studentów, koniecznością przeorganizowania sposobu nauczania. Pan też już na wejściu musiał się zderzyć z rozgoryczeniem podchorążych, ocierającym się o protest. Jak pan sobie z tym poradził?

Jedną z pierwszych moich decyzji było umożliwienie studentom pierwszego roku, bo tylko oni byli w szkole, pójścia na przepustkę. Oczywiście z zachowaniem gotowości do udziału w działaniach centralnego odwodu operacyjnego, bo szkoła jest pierwszym rzutem w trudnych sytuacjach i tak musi zostać. Czy można mówić o proteście? Myślę, że zabrakło tutaj odpowiedniej komunikacji z podchorążymi. Jak w głuchym telefonie – informacja przekazywana w dół przez kilka szczebli ma prawo być zniekształcona.
W pierwszych dniach swojego urzędowania spotkałem się z samorządem uczelni, czyli reprezentantami poszczególnych roczników. Ostatniemu bardzo zależało na uroczystej promocji, więc za zgodą pana ministra i komendanta głównego PSP udało się ją zorganizować w reżimie narzuconym przez pandemię, z transmisją on-line dla rodzin. Mam zajęcia ze studentami ostatnich dwóch roczników, dzielę się na nich wiedzą i doświadczeniem operacyjnym, a przy okazji uświadamiam, jakich absolwentów potrzebuje teraz komendant powiatowy PSP.
Na spotkaniu z pierwszym rocznikiem wyjaśniliśmy sobie, czym jest uczelnia mundurowa, jakie są obowiązki i przywileje strażaka w służbie kandydackiej, obowiązki rektora względem KG PSP, wymagania bezpieczeństwa w związku z pandemią, zaoferowałem szczepienia. Chyba zaczynamy się właściwie rozumieć, bo zauważyłem duże zainteresowanie pierwszego rocznika praktyczną nauką zawodu. 80 podchorążych chce z własnej inicjatywy zrezygnować z miesięcznych wakacji i mieć praktyki w podziale bojowym w kraju. To bardzo budująca zmiana nastawienia. Będę wspierał takie postawy, jak i działanie praktycznych kół naukowych. Zamierzam umożliwiać studentom zajęcia na poligonie także w specjalizacji, która ich zainteresuje, aby po czterech latach mieli przewagę konkurencyjną. Przede wszystkim staram się być dla nich dostępny. To zaangażowani i kreatywni młodzi ludzie. Przyszli współpracownicy, przełożeni, ratownicy. Ale też pokolenie inne niż moje, z całkowicie odmiennymi potrzebami i spojrzeniem na świat. Trzeba to zrozumieć i zaakceptować, wspierać ich i kształtować ich rozwój, ale też dawać im jasny przekaz co do zasad panujących w służbie i oczekiwań przełożonych.

Przyszedł pan ze służby operacyjnej, a tam podstawowym działaniem przed wkroczeniem do akcji jest rozpoznanie. Zdecydował się pan na rozpoznanie szkoły bojem? A może na rozpoznanie wstępne? Czy też zastosował pan jeszcze inną taktykę?

Wprowadziłem cotygodniowe spotkania z moimi zastępcami. Wymieniamy na nich informacje, by każdy miał porównywalny obraz, patrzył holistycznie, a nie tylko przez pryzmat potrzeb swego pionu. Nikt nie używa już stwierdzenia „nie da się”, bo w moim słowniku takiego nie ma. Oczekuję propozycji rozwiązań, a nie tylko zgłaszania problemów. Do tego służą tygodniowe odprawy kadrowo-księgowe z udziałem moim i kanclerza.
Komunikacja pozioma w SGSP, również między największymi pionami – dydaktyki i operacyjnym, musi się poprawić, bo nawet sposób nauczania podobnych zagadnień bywa inny. To moja obserwacja po ćwiczeniach COO. Niestety pewne dokumenty, jak np. metodyka organizacji i oceny ćwiczeń, funkcjonujące w PSP od kilkunastu lat, nie są stosowane w szkole, choć kadra szkoły wielokrotnie brała w ćwiczeniach. Trudno się później dziwić, ze komendanci powiatowi muszą kształtować nowe nawyki absolwentów. Dlatego bardzo konsekwentnie będę zbliżał szkołę do PSP.

 W tym rozpoznaniu musiał pan poznać słabe i mocne strony instytucji, a tym samym skonfrontować z nimi własne atuty i słabości. Co z tego wynikło?

Po stronie swoich atutów zapisałbym doświadczenie z kilku miejsc służby – MSWiA, KG PSP czy CNBOP, otwartość na zmianę, pragmatyzm i zaangażowanie, umiejętność słuchania osób mających inne zdanie, chęć wspierania rozwoju pracowników. Moja słabość to fakt, że jestem z zewnątrz, więc muszę się wdrożyć, brak habilitacji czy przeciętny dorobek naukowy. Plusem szkoły jest zaś duży potencjał kadry i studentów, ich zaangażowanie, baza dydaktyczna czy lokalizacja w centrum kraju, perspektywiczny poligon. Piętą achillesową uczelni jest natomiast słaba komunikacja wewnętrzna i scentralizowana struktura procesów oraz ręczne sterowanie, które oduczyło ludzi decyzyjnych samodzielności i poczucia sprawczości. Zmieniamy to.

Przyjrzałam się schematowi struktury organizacyjnej. Bardzo kolorowy i rozbudowany. Czy zamierza pan uprościć go nie tylko pod względem wyglądu, lecz także funkcjonalności? Niektórzy odnoszą wrażenie, że w ostatnich latach rozwój uczelni polegał na rozroście struktury organizacyjnej.

Zdecydowanie tak. Kontrola NIK sprzed lat pokazała już niewłaściwą proporcję kadry dydaktycznej w stosunku do pozostałej i ten proces niestety jeszcze się pogłębił, na rzecz rozrostu administracji. Dlatego priorytetem jest informatyzacja uczelni w dwóch obszarach – budowy systemu do obsługi studentów, który mam nadzieję wystartuje z nowym rokiem akademickim, i  modyfikacja systemu kadrowo-finansowo-logistycznego. Nie zamierzam jednak działać pochopnie, a pragmatycznie i transparentnie. Zmodyfikujemy strukturę szkoły, uprościmy ją, ale dopiero po jej wnikliwej wewnętrznej analizie i zewnętrznej kontroli działań statutowych z MSWiA, na którą czekamy.
Ja i moi zastępcy oraz kierownicy komórek inwentaryzujemy teraz rzeczy, które chcielibyśmy zmienić, by usprawnić funkcjonowanie uczelni. Reorganizacja SGSP jest planowana od 1 października lub nowego roku. Organizacja pracy w każdym pionie i każdej komórce zostanie tak przeorganizowana, żeby była zapewniona ciągłość zarządzania i realizacji zadań poprzez zastępowalność, począwszy od rektora. Każdy z moich zastępców otrzymał stosowne pisemne upoważnienia i zostali osobiście przeze mnie przedstawieni swoim odpowiednikom w KG PSP, by na roboczo można było dokonywać uzgodnień. To samo zrobiłem z kierownikami w moim pionie – już znają swoich odpowiedników w KG PSP. Z pracy kadry naukowej uczelni powinien płynąć zysk dla formacji w postaci wprowadzania szeroko pojmowanych innowacji.

Tajemnicą poliszynela jest, że kadra dydaktyczna chętnie brała udział w różnorodnych projektach badawczych, z których uzyskiwała dodatkowe wynagrodzenie. Trudno wśród nich znaleźć takie, których efektem byłoby wdrożenie znaczących rozwiązań technicznych. Powstało wrażenie, że kadra chętnie zarabia, ale niechętnie wytwarza. Czy zamierza pan zrestrukturyzować uczelnię, aby zarobek kadry był współmierny do zysków uczelni?

Projekty i prace zlecone są istotne do oceny parametrycznej w uczelni wyższej i muszą być realizowane, tylko należy zmienić proporcje. To prawda, że w szkole można było dorabiać i koncentrować się na pracy dodatkowej zamiast na tej, za którą pobiera się podstawowe uposażenie. Wprowadziłem więc ograniczenia możliwości zarobkowania w projektach, by można było dorobić do uposażenia, a nie odwrotnie, pokazując, że doba ma tylko 24 h. Nie można też uczestniczyć w kilku projektach jednocześnie. Stawiam na jakość, a nie na ilość. Teraz przed podjęciem się nowych projektów ich potencjalni kierownicy muszą na forum rektora odpowiadać na taki sam zestaw pytań: co z tego będzie miała SGSP i PSP, jakie będą korzyści w zakresie infrastruktury badawczej do laboratorium lub szkoleniowej na poligonie, monografii, publikacji, sfinansowania rozwoju naukowego czy refinansowania etatu branżowego specjalisty. Zmieniamy mentalność kierowników projektów – każdy projekt musi się skończyć nie tylko przychodami dla SGSP, co jest istotne, bo na pensje kilkudziesięciu osób trzeba zarobić, ale też konkretną wartością dodaną, np. sprzętem pomiarowym, stanowiskiem do ćwiczeń, monografią, habilitacją itp. Na projektach nie mogą zarabiać głównie wykonawcy.

Obecnie w systemie kształcenia wyższego wśród uczelni technicznych daje się zauważyć dwie tendencje – mamy uczelnie, które kształcą na poziomie doktorskim i szkoły, które mają względnie szybko przygotować inżynierów. Czy pan zdecydował już, którędy podąży SGSP?

Myślę, że to nie jest konieczny wybór. Można robić i jedno, i drugie. Kluczową sprawą są dla mnie studia inżynierskie, dzienne i zaoczne. Sądzę, że docelowo każdy komendant powiatowy PSP powinien być inżynierem, bo to daje według mnie jednak inną perspektywę. W pierwszym kwartale przyszłego roku okaże się, czy nasza uczelnia obroni kategorię B+ i to na dwóch kierunkach. Wtedy uzyska też możliwość habilitacji i nie utraci prawa nadawania doktoratów. Obejmując stanowisko, usłyszałem, że szkoła ma iść w kierunku akademii technicznej, więc robię swoje, żeby przede wszystkim kształciła zdyscyplinowanych oficerów, inżynierów pożarnictwa i jednocześnie obroniła się na B+, aby nie była tylko wyższą szkołą zawodową.

Jeśli akademia, to siłą rzeczy konkurowanie z innymi uczelniami. Z jakimi i o co?

Humorystycznie mogę odpowiedzieć, że oczywiście z Wyższą Szkołą Policji, bo my i ona to jedyne dwie uczelnie wyższe w MSWiA. Tak naprawdę współpracujemy z WSPol od lat, jesteśmy zaprzyjaźnieni. Policja to większa formacja, więc i jej uczelnia jest lepiej dofinansowana przez MSWiA niż nasza, jednak tylko my mamy szansę na zostanie akademią. Chcemy pozostać uczelnią techniczną, więc zacieśniamy lub nawiązujemy współpracę z politechnikami w Poznaniu i Rzeszowie. Nie zapominamy o drugim kierunku – bezpieczeństwo wewnętrzne i tu współpracujemy, poza Wyższą Szkołą Policji, z takimi uczelniami, jak Akademia WSB w Dąbrowie Górniczej czy Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji w Warszawie. Po raz pierwszy w historii SGSP od nowego roku akademickiego otwieramy dla kadry PSP specjalistyczne studia MBA. Myślimy też o otworzeniu nowego kierunku – ratownictwo medyczne, w kooperacji z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym. To jednak w dalszej przyszłości, po niezbędnych inwestycjach. Nie można zrobić wszystkiego na raz.

Jak zamierza pan konkurować o studentów? Mamy wysokie wymagania na wejściu i przeciętne możliwości na wyjściu. Czy nie obawia się pan o poziom kandydatów, ich motywacje?

Ze studentami mundurowymi na razie nie ma żadnego problemu. Zawsze jest zdecydowanie więcej chętnych niż miejsc. Stawiamy na praktykę, mamy atrakcyjną ofertę edukacyjną, włączając praktyki dla studentów cywilnych. Pandemia zapewne jeszcze spowoduje, że stabilność pracy i służby w PSP będzie nadal czymś pożądanym, choć w większych aglomeracjach pewnie nie lukratywnym. Prowadzimy szeroko zakrojoną działalność promocyjną. To daje uczelni szansę na większą konkurencyjność, a jej absolwentom na zdobycie pracy.

W najnowszej historii SGSP miało miejsce otwarcie na studentów cywilnych. I wtedy, i dziś pojawiają się opinie, że to był koniec uczelni mundurowej. Jak pan postrzega tę kwestię?

Koniec to być może zbyt ostre stwierdzenie, ale zdecydowanie przyznaję, że uległa pogorszeniu dyscyplina wśród podchorążych i pracowników mundurowych – niektórzy zapomnieli, że są także w służbie. To można zmienić, już widać pierwsze efekty. Jeśli chodzi o  kierunki cywilne – moim zdaniem szkoła nie powinna rezygnować z kształcenia cywilnych inżynierów bezpieczeństwa pożarowego. Trzeba jednak zachować właściwe proporcje, np. 80 do 20 proc. mundurowych do cywilnych. To istotne, gdyż absolwenci  kierunku cywilnego podejmują pracę nie tylko w PSP, ale też w urzędach, na rynku ubezpieczeniowym, firmach bhp, instytutach badawczych. Jeśli zrezygnujemy z tego kierunku, to rynek chętnie go zagospodaruje. O szeroko pojętym bezpieczeństwie pożarowym w sektorze cywilnym będzie wówczas decydował ktoś niezwiązany z jakakolwiek szkołą strażacką czy środowiskiem pożarniczym.
Podsumowując – uważam, że podstawą w SGSP powinny być stacjonarne studia I stopnia, II stopnia oraz jednolite magisterskie dla strażaków w służbie kandydackiej, a także niestacjonarne studia I stopnia dla strażaków w służbie stałej i niestacjonarne studia II stopnia. Studia podyplomowe pozwalające uzyskać kwalifikacje do kierowania działaniami ratowniczymi powinny stanowić tylko dodatek, rozwiązanie sporadyczne przy konieczności uzupełnienia tych kwalifikacji, by zapewnić możliwość realizacji polityki kadrowej w PSP.  

W środowisku krążą już propozycje nowej nazwy uczelni, łącznie z powrotem do starej nazwy, czyli Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej.

Formalnie zmianę uczelni wprowadza minister właściwy do spraw nauki i szkolnictwa wyższego, ale oczywiście decyduje o tym nadzorujący bezpośrednio SGSP, czyli minister spraw wewnętrznych i administracji. Warto pamiętać, że w szkolnictwie wyższym mamy pewną hierarchię – najniżej są w niej wyższe szkoły zawodowe, szczebel wyżej szkoły główne, następnie akademie i uniwersytety. SGSP nie ma szansy w najbliższym czasie zostać uniwersytetem, ale może utrzymać status akademii. Dyskusje trwają, są wstępne propozycje, ale ostateczna decyzja pana ministra nie zapadła. Jeżeli mielibyśmy zmieniać nazwę, przekonywałbym jednak, aby znalazło się w niej sformułowanie „akademia pożarnicza” czy „pożarnictwa”, ale nie „wyższa szkoła”, bo choć to historycznie słuszne nawiązanie, w rzeczywistości oznaczałoby krok wstecz, a uczelnie zwykle pretendują do podnoszenia prestiżu.

Musi się pan też zmierzyć z duchami przeszłości. W tradycyjnym środowisku istnieje kult komendanta Smolarkiewicza, a jednocześnie wiemy, w jakim okresie przyszło mu funkcjonować na tym stanowisku, pojawiają się wątpliwości co do jego postawy moralnej w tamtym czasie. Jednak obecnie na terenie szkoły mamy tylko jeden pomnik i jest to pomnik komendanta Smolarkiewicza. Czy zamierza pan uczcić w ten sposób innych komendantów szkoły lub osoby zasłużone dla środowiska, np. z okazji zbliżających się rocznic 40-lecia SGSP czy 30-lecia PSP?

Ja jestem zwolennikiem łączenia ludzi, nie dzielenia. W pierwszym tygodniu urzędowania otrzymałem informację, że jeden z podchorążych uczestniczących w strajku w 1981 r. , który nie wrócił do uczelni, napisał do pana wicepremiera, że na terenie SGSP jest pomnik, który należy zburzyć. Zapoznaliśmy się z dokumentacją przekazaną z IPN, treścią ustawy, zasięgnąłem opinii poprzednich komendantów-rektorów, bo to nie jest nowa sprawa. Dodatkowo powołałem niezależną komisję ds. zbadania biogramu płk. Smolarkiewicza, wyniki jej pracy przekazałem drogą służbową do pana ministra. Ponowiłem zaproszenie do pana podchorążego, by podzielił się swoimi wspomnieniami. Dodatkowo przygotowaliśmy dla IPN wnioskowane materiały dotyczące wydarzeń podczas strajku w WOSP.
W tym roku zbiega się kilka rocznic: 30-lecie powstania ustaw strażackich, 30-lecie samorządu studenckiego w SGSP, 40-lecie strajku i 50-lecie wyższego kształcenia pożarniczego. Chciałbym te rocznice połączyć w jedną dwudniową konferencję, która pokazałaby, jak to się wszystko kształtowało. Łączyć, a nie dzielić – takie będzie hasło tegorocznych obchodów strajku.

Mówi pan, że zawód strażaka praktyką stoi. PBL Zamczysko Nowe szkoli podchorążych na starcie, ale tam nie ma miejsca na prawdziwy poligon. SGSP znalazła teren po jednostce wojskowej w Nowym Dworze Mazowieckim. Powstanie tam coś w rodzaju centrum szkoleniowego. Jakie będzie, dla kogo i kiedy?

Baza Szkolenia Poligonowego i Innowacji Ratownictwa w SGSP w Nowym Dworze Mazowieckim to miejsce, w którym będzie realizowanych wiele inwestycji. Pierwsza to renowacja budynku koszarowego. Druga – obiekt z nowoczesnymi instalacjami prewencyjnymi, służący nie tylko studentom, lecz całej formacji. To zadanie realizujemy z projektu, w którym liderem jest CNBOP. Najgorsze chyba za nami. Poligon powinien być miejscem testowania nowych technologii przed ich wdrożeniem w służbie, dlatego otwieramy się m.in. na testowanie produktów przez CNBOP, pokazy walizek do łączności dla dronów z OSP czy projekty CBRN.
Można myśleć o przeniesieniu tam archiwum czy części SGSP. Jeśli szkoła ma się rozwijać, trzeba pamiętać, że miejsce na Żoliborzu nie jest z gumy. Dodatkowo to tereny pod nadzorem konserwatorskim, z nieuregulowanym stanem prawnym własności do działki. Zakładamy, że sprawy formalno-prawne zostaną wyprowadzone, pozyskamy środki i powstanie ta oczekiwana od kilku dekad inwestycja.  

Czy zatem krążące w środowisku legendy o powstaniu w SGSP budynku centralnej biblioteki pożarniczej, akademików, parkingów podziemnych, o stadionie z prawdziwego zdarzenia itd. mają coś wspólnego z rzeczywistością?

Częściowo tak. Jednak tak krawiec kraje, jak materii staje. Jeśli wystarczy środków, oprócz wspomnianych inwestycji przeprowadzimy gruntowną modernizację boiska z kompleksem sportowym. Muszę być jednak realistą – lepiej zacząć mniej inwestycji, ale za to doprowadzić je do końca. Dlatego strategia SGSP obejmuje już nie dekadę, a kadencję senatu, czyli cztery lata.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                             Rozmawiała Anna Łańduch