Ratownictwo i ochrona ludności

Pomoc bez granic

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

Blisko granicy polsko-czeskiej wybuchł pożar budynku mieszkalno-gospodarczego. Do działań ratowniczo-gaśniczych przystąpili zarówno polscy, jak i czescy strażacy. Alarmowanie naszych kolegów zza granicy nastąpiło na mocy uzgodnień szczebla krajowego i wojewódzkiego.

Niemojów to mała wieś w gminie Międzylesie (powiat kłodzki), w malowniczej dolinie Dzikiej Orlicy. Rzeka wyznacza na tamtym odcinku granicę polsko-czeską. Obszar ten charakteryzuje się niewielkim zaludnieniem w porównaniu do na przykład Kotliny Kłodzkiej. Od najbliższych miast po stronie polskiej Niemojów oddzielają Góry Bystrzyckie, a po czeskiej – Orlickie. Oba pasma nie przekraczają w tamtym rejonie 900 m n.p.m., zaś sama wieś leży na wysokości 550 m n.p.m. Jej zabudowa nie jest gęsta, w dużej mierze stanowią ją budynki poniemieckie o konstrukcji murowano-drewnianej, z przewagą drewna.

Alarmowanie

Właśnie w jednym z takich wolnostojących budynków o przeznaczeniu mieszkalno-gospodarczym 8 stycznia tego roku doszło do pożaru poddasza. Straż pożarną zaalarmowano o 10.51. Zgłaszający informował o ogniu wychodzącym ponad dach. Dyżurny PA w Bystrzycy Kłodzkiej zadysponował w pierwszym rzucie: dwa zastępy JRG w Bystrzycy Kłodzkiej, dwa zastępy OSP KSRG Domaszków, dwa zastępy OSP KSRG Międzylesie, OSP Długopole Górne i OSP KSRG Wilkanów. Tuż po zaalarmowaniu strażaków OSP, na wniosek KDR, za pośrednictwem kłodzkiego SK i SKKW PSP we Wrocławiu poproszono o włączenie do działań sił i środków z Republiki Czeskiej. Zadysponowane zostały wówczas dwa zastępy z Rokytnic oraz jeden z Bartošovic. Obie te jednostki są formacjami ochotniczymi. Zaalarmowane zostały o 11.06.

Podstawą takiej prośby KDR była odległość od miejsca pożaru do poszczególnych jednostek straży pożarnej. Bystrzyca Kłodzka jest od niego oddalona o 26 km, a Międzylesie, czyli najbliższa OSP – 12 km. Tymczasem czeskie Bartošovice ulokowane są po drugiej stronie rzeki. Strażacy z tamtejszej jednostki mają zaledwie 2 km do Niemojowa, a z Rokytnic – 12 km (po drogach publicznych według Google Maps). Tamtego dnia wystąpiły ponadto niesprzyjające warunki drogowe, zaśnieżenie i miejscowe oblodzenie nawierzchni, co skutkowało tym, że np. zastępy PSP musiały momentami zwalniać do 30 km/h. Pierwsi polscy strażacy byli na miejscu o 11.16. Czesi przybyli kilkanaście minut później. Można przyjąć, że różnica ta była odzwierciedleniem różnicy w czasach alarmowania.

Czeski system

Informacja z SKKW dotarła najpierw do jego odpowiednika po stronie czeskiej, czyli do Centrum Operacyjno-Informacyjnego Korpusu Pożarniczo-Ratowniczego w Hradcu Králové, a stamtąd za pośrednictwem centrali SMS do alarmowanych jednostek. W przeciwieństwie do polskiego systemu, u Czechów w SMS-ie pojawiają się kompletne informacje na temat rodzaju zagrożenia, lokalizacji oraz sił i środków, które będą potrzebne do działań. Ta ostatnia informacja jest jednak tylko sugestią dla dowodzącego daną jednostką. Ostateczną decyzję podejmuje on samodzielnie i melduje o tym, jakimi pojazdami wyjeżdża z remizy. Pozytywną stroną takiej procedury jest to, że strażacy z miejscowej OSP lepiej znają topografię terenu, rodzaj zabudowy i aktualne warunki atmosferyczne niż oficer siedzący w odległym punkcie kierowania, a przez to z góry wiedzą, czy na miejscu będzie możliwość użycia specjalistycznego sprzętu, np. podnośnika hydraulicznego. Do pożaru w Niemojowie z obu czeskich jednostek wyjechały pojazdy zgodne z sugestiami zawartymi w SMS-ach. A były to dwa pojazdy gaśnicze – Tatra i Liaz, odpowiedniki polskich GCBA, oraz pojazd wspomagający Praga, bez zbiornika na wodę. Łącznie ze strony czeskiej w działaniach wzięło udział 16 strażaków, a z polskiej 32.

Sprawne współdziałanie

Samo gaszenie pożaru trwało około trzech godzin, a całkowita długość działań straży pożarnej sięgnęła 10 godzin. Zastępy czeskie działały przez ponad dwie godziny. Pierwszy przybyły na miejsce zastęp zastał pożar całościowy dachu, strychu nad częścią mieszkalną oraz zintegrowanej części gospodarczej, czyli płonęło około 60 proc. obiektu. Jedyna osoba przebywająca wewnątrz ewakuowała się sama przed przybyciem ratowników. W walce z pożarem podano pięć prądów wody w natarciu, równocześnie wyrzucając z pomieszczeń zajętych ogniem siano, słomę, drewno opałowe itp. W dalszej fazie prowadzono także prace rozbiórkowe. Zadania, które postawiono zastępom czeskim, to podanie prądu gaśniczego w natarciu z drabin nasadkowych, pomoc w utworzeniu punktu czerpania wody, co wymagało wycięcia przerębla w zamarzniętym stawie i pomoc w sukcesywnie postępujących pracach rozbiórkowych. Czescy strażacy działali w większości autonomicznie, wykorzystując swój sprzęt, choć nie zabrakło próby kompatybilności węży pożarniczych, gdy czeski odcinek został podłączony do polskiego rozdzielacza. Ich technika działań ratowniczo-gaśniczych nie różni się praktycznie od stosowanej przez polskich strażaków. Współdziałanie zastępów polskich i czeskich przebiegało bardzo sprawnie. Jak mówią Petr Fric i Petr Buchal, komendant i zastępca komendanta SDH Rokytnice (Sbor Dobrovolnych Hasiću), strażacy czescy nie znali języka polskiego, a polscy czeskiego, porozumiewali się za pomocą gestykulacji i domyślając się znaczenia słów. Było to o tyle prostsze, że oba języki są do siebie podobne. Generalnie komunikacja przebiegała więc bez problemów. Łatwości porozumienia sprzyjają utrzymywane od wielu lat kontakty, takie jak wspólne ćwiczenia czy spotkania na różnego rodzaju lokalnych uroczystościach, będące często oddolną inicjatywą ochotniczych straży pożarnych.

Efekty umów

Alarmowanie jednostek czeskich do pożaru w Niemojowie było możliwie dzięki dwóm dokumentom o wzajemnej pomocy i współpracy w przypadku katastrof, klęsk żywiołowych i innych nadzwyczajnych wydarzeń. Pierwszy z nich to umowa zawarta pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Republiką Czeską w Warszawie 8 czerwca 2000 r., na której podstawie wydano „Instrukcję metodyczną dla jednostek straży pożarnej biorących udział w pomocy wzajemnej RP i Republiki Czeskiej”. Drugi to porozumienie pomiędzy wojewodą dolnośląskim i komendantem wojewódzkim PSP we Wrocławiu a Krajem hradeckim (Královéhradeckým krajem) dotyczące ściśle tzw. strefy przygranicznej. Podziękowania za okazaną pomoc złożył czeskim strażakom KDR jeszcze na miejscu wspólnych działań, a w oficjalnym piśmie kilka dni później także burmistrz Międzylesia.

Od 2004 r. na terenie powiatu kłodzkiego miało miejsce kilkadziesiąt interwencji, w których brali udział strażacy z Republiki Czeskiej. Aż 27 z nich to działania na stacji kolejowej w Międzylesiu (będącej elementem szlaku tranzytowego łączącego Republikę Czeską z wieloma krajami Europy), związane z nieszczelnościami cystern kolejowych przewożących substancje niebezpieczne, np. amoniak, chlor, paliwo lotnicze. Doszło również do wspólnych działań przy pożarze lasu, rozprzestrzeniającym się po obu stronach granicy. Polscy strażacy gasili raz pożar w Czechach. Płonął wówczas budynek znajdujący się tuż przy przejściu granicznym. Największą ciekawostką są jednak działania w Lasówce, miejscowości położonej nieopodal Niemojowa. 28 listopada 2010 r. powstał tam pożar garażu, do którego bez alarmowania wyjechali strażacy z czeskiej jednostki ochotniczej w Orlické Záhoří. Okazało się, że pracując w remizie, dostrzegli pożar po polskiej stronie i nie zastanawiając się długo, ruszyli do akcji.

 1       2

mł. asp. Arkadiusz Kot jest p.o. dowódcą zmiany w JRG w Bystrzycy Kłodzkiej i specjalistą ds. bhp w KP PSP w Kłodzku
fot. archiwum SDH Rokytnice, archiwum OSP Domaszków

luty 2017