Co było, co będzie

Kategoria: 25 lat PSP

Minione ćwierćwiecze PSP, co naturalne, miało swoje mocne i słabe strony. Ważne, że potrafimy zagospodarować te doświadczenia z pożytkiem dla ratownictwa – podkreśla gen. brygadier Leszek Suski, komendant główny PSP.

Jak pan wspomina klimat 1992 roku, czyli początku tworzenia Państwowej Straży Pożarnej?

To był inny czas służby. Strażacy służyli w innym systemie – mieliśmy dziewięć służb w miesiącu, dziesiątą wolną. Skład każdej zmiany był niemal w stu procentach ten sam. Strażacy doskonale się znali, wiedzieli, jakie mają mocne i słabe strony. Na każdej służbie odbywały się ćwiczenia doskonalące, była więc okazja do integracji zespołu. 40-godzinny tydzień służby spowodował dużą wymienność strażaków na służbie, więc rzadziej spotykają się w stałym składzie, nie mają okazji, by dobrze się poznać i w konsekwencji mniej sobie ufają. Niezmienne pozostało poświęcenie strażaków – wciąż z narażeniem życia ratują innych. Przykładem jest kwietniowa katastrofa budowlana w Świebodzicach, kiedy zawaliła się kamienica. Strażacy z pierwszego zastępu, mimo niebezpieczeństwa zawalenia się pozostałej części budynku, weszli do środka i uratowali dwie osoby. Do akcji włączył się także ratownik mający wolne po służbie, będący akurat w pobliskim sklepie. Kiedy dowiedział się o tragedii, natychmiast przystąpił do działania. To dowodzi, że najważniejsze cechy strażaka i etos służby pozostały niezmienne.

Poproszę pana o krótki bilans tych 25 lat. Zacznijmy od pozytywów – jakie mocne punkty ma dzisiejsza PSP?

Mamy zdecydowanie więcej specjalistycznego i nowocześniejszego sprzętu pożarniczego, co naturalnie wiąże się z poszerzeniem zakresu zadań strażaków i rozwojem technologii. Nasz sprzęt ma znacznie lepsze parametry techniczno-taktyczne. Bardzo duży postęp widać w ochronie osobistej strażaków. Współczesne umundurowanie zapewnia znacznie większe bezpieczeństwo niż to, z którego korzystaliśmy na początku tworzenia Państwowej Straży Pożarnej. Możemy także mówić o wzroście poziomu wykształcenia ogólnego strażaków. W 1992 r. wykształcenie wyższe miało niecałe 6% zatrudnionych w pożarnictwie, dziś już 45%. To wręcz skok jakościowy. Ponad 22% kadry to oficerowie. Na starcie PSP było ich zaledwie 7%. Te braki uzupełnialiśmy poprzez kursy skrócone, a więc siłą rzeczy przekazujące okrojoną wiedzę o pożarnictwie. Współcześnie Szkoła Główna Służby Pożarniczej kształci specjalistów zarówno na studiach mundurowych, jak i cywilnych. Są studia podyplomowe, kursy doskonalące dla kadry oficerskiej, a więc wiele dróg podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Kiedyś takich szkoleń kierowanych do strażaków było niewiele.

A druga strona bilansu, czyli najsłabsze ogniwa naszej formacji? Co by pan do nich zaliczył?

Zdecydowanie zbyt małą liczbę strażaków na zmianie służbowej. To niekorzystna sytuacja, zwłaszcza w jednostkach, które wyjeżdżają do zdarzeń kilka tysięcy razy w roku. Strażaków jest mniej, a pamiętajmy, że przybyło nam zadań – i to specjalistycznych, jak np. ratownictwo techniczne, chemiczne, wodne, wysokościowe, medyczne. Zwiększył się także zakres naszej odpowiedzialności. Niskie stany osobowe to z pewnością jeden z większych problemów do rozwiązania. Borykamy się z nim od lat. Nie ma tu szybkiego rozwiązania, zmiana wymaga dodatkowych nakładów finansowych. Będę jednak dążył do wyeliminowania tej niekorzystnej sytuacji.

W ciągu ostatnich 25 lat mieliśmy do czynienia z regularnym poszerzaniem zakresu zadań i zwiększaniem odpowiedzialności PSP. Czy pana zdaniem istnieje granica tego katalogu zadań, czy też powinniśmy być elastyczni i dostosowywać się do potrzeb współczesności? Dokąd chcemy zmierzać jako formacja?

Sądzę, że nie ma takiej granicy. Przed nami zagrożenia związane z radiacją. Coraz więcej państw stawia na energetykę jądrową i prawdopodobnie nasz kraj z czasem dołączy do ich grona. Prędzej czy później będziemy się musieli zmierzyć z przygotowaniem do takich zadań. Podobną sytuację mamy, jeśli chodzi o zagrożenia biologiczne. Jesteśmy jedyną tak mobilną, sprawną służbą, która może reagować na zdarzenia o tym charakterze. Popatrzmy zresztą na historię PSP. Czy ktoś przypuszczał, że będziemy się zajmowali w takim zakresie ratownictwem na wodach? Dekadę temu przez Mazury przeszedł biały szkwał i musieliśmy się zmierzyć z nowym wyzwaniem. Co jeszcze znajdzie się w katalogu naszych zadań, pokaże rozwój cywilizacyjny. Pamiętajmy, że jesteśmy formacją ratowniczą i musimy być gotowi do niesienia pomocy potrzebującym w różnych okolicznościach.

Nowe, nietypowe zdarzenia, o których pan wspomina, zazwyczaj przynoszą przełomowe zmiany. Które akcje w minionym ćwierćwieczu pana zdaniem zmieniły naszą formację i jak?

Uczestniczyliśmy w akcjach spektakularnych, trudnych, niekiedy dramatycznych. Wyciągnęliśmy z nich wnioski i paradoksalnie przyczyniły się one do rozwoju PSP. Na pewno zalicza się do nich pożar kompleksu leśnego w Kuźni Raciborskiej, największy w Europie. Nauczył nas wiele pod względem taktycznym. Pożar ten był także impulsem do zmian w prewencji pożarowej w lasach – dziś jest bardzo dobrze zorganizowana. Doprowadził także do przeobrażeń organizacyjnych w ratownictwie, a w konsekwencji do utworzenia krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego. Dał też wyobrażenie, jaki sprzęt jest konieczny do walki z podobnym żywiołem. Na marginesie dodam, że między innymi z myślą o walce z pożarami lasów planujemy w ramach projektu unijnego zakup trzech śmigłowców. Będą one także wykorzystywane w ratownictwie wysokościowym i do przemieszczania ratowników. Inną przełomową akcją była ta po wybuchu gazu w wieżowcu w Gdańsku w 1995 r. To nieszczęście nauczyło nas, jak postępować przy katastrofie budowlanej z budynkiem o naruszonej konstrukcji. Akcja była impulsem do rozwoju grup poszukiwawczo-ratowniczych, które dziś działają również poza granicami naszego kraju. Przyczyniła się więc do rozwoju ratownictwa specjalistycznego. Powódź z 1997 r., o niespotykanej skali, doprowadziła do modernizacji sprzętu i do poprawy organizacji działań w obliczu tego zagrożenia na tyle, że kolejny żywioł nie spowodował już takich spustoszeń. Wspominany biały szkwał na Mazurach pokazał, że potrzebny jest nam inny sprzęt do ratownictwa na wodach, na przykład sonary czy szybkie łodzie. Ważne, że potrafimy zagospodarować te doświadczenia z pożytkiem dla ratownictwa.

Oprócz reagowania mamy zapobieganie. Ten pion naszej służby został przez lata odchudzony. Jak pan postrzega miejsce prewencji w PSP? Czy powinna być jednym z jej silnych filarów?

To bardzo ważny temat. Wystąpiłem niedawno do ministra spraw wewnętrznych i administracji z prośbą o wzmocnienie służby kontrolno-rozpoznawczej o kilkadziesiąt etatów. Otrzymałyby je komendy wojewódzkie i komendy miejskie w dużych aglomeracjach. To tam powstają drapacze chmur, które same muszą się obronić przed pożarem do czasu ewakuacji ludzi. Nie ma w straży sprzętu, który mógłby działać na takiej wysokości. Aby zabezpieczenia w tych budynkach zdały egzamin, muszą być sprawne, a nad tym powinna czuwać nasza służba – poprzez kontrole. Powstają miliardowe inwestycje, np. centra handlowe. Często przy ich budowie mamy do czynienia z próbą stosowania przez inwestorów tańszych rozwiązań, kosztem bezpieczeństwa użytkowników. Prewentyści w procesie odbioru takich budynków nierzadko muszą się zmierzyć z armią prawników inwestora, który forsuje swoje rozwiązania. Do obrony interesów użytkowników takich obiektów, a więc zapewnienia im bezpieczeństwa, strażacy muszą być doskonale przygotowani pod względem merytorycznym i prawnym. A to wymaga czasu. Pion prewencji powinien być więc wzmocniony, żeby móc należycie wykonywać swoje zadania. To leży w interesie wspólnego bezpieczeństwa. W Komendzie Głównej PSP służba ta już została wzmocniona etatowo. Chciałbym też, aby pion operacyjny bardziej korzystał z pracy pionu prewencyjnego. Znajomość budynku, jego systemów zabezpieczenia przekłada się wprost na efektywność działań ratowniczych. Trzeba zacieśnić współpracę obu pionów.

A pion szkolenia? Decyduje o tym, jaka to będzie służba, bo kształci ludzi.

Ten pion jest mi szczególnie bliski. Pełniłem służbę w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, byłem też dyrektorem Biura Szkolenia w Komendzie Głównej PSP. Niestety, przez ostatnie lata szkolenie poszło w dziwną stronę. Mamy wielu bardzo dobrze wykształconych na poziomie ogólnym ludzi, muszę jednak stwierdzić, że czasem ich wykształcenie nie idzie w parze z kompetencjami zawodowymi, które powinien mieć strażak, a zwłaszcza oficer. Mamy oficerów, którzy dostawali stopień oficerski, bo ukończyli szkołę aspirantów i różne studia licencjackie, niekoniecznie przydatne w PSP. Mamy oficerów, którzy mając studia cywilne, ukończyli dwusemestralne studia podyplomowe w SGSP i zajmują stanowiska kierownicze. Nie neguję wiedzy o ochronie przeciwpożarowej wszystkich tych osób, są wśród nich pasjonaci, którzy dbają o doskonalenie zawodowe. Jednak taki model kształcenia oficerów PSP nie powinien przeważać. Furtka zdobywania stopni oficerskich zbyt mocno się otworzyła. Oficerowie PSP powinni zdobywać przede wszystkim wykształcenie pożarnicze, najlepiej na naszej strażackiej uczelni.

Czy to zapowiedź zamknięcia drogi do korpusu oficerskiego dla ludziom niebędącym absolwentami Szkoły Głównej Służby Pożarniczej? Ubieranie w mundur absolwentów studiów cywilnych, specjalistów różnych branż, było i jest sposobem na uzupełnienie strażackiej kadry.

Nie będziemy ograniczać możliwości wstąpienia do służby ludziom z wykształceniem innym niż pożarnicze. Ale muszą to być kwalifikacje przydatne w PSP. Problem w tym, że nigdy nie zostały one określone. Co zresztą niełatwo uczynić, patrząc na szybki rozwój cywilizacyjny i pojawianie się nowych zagrożeń. Z pewnością dalej będziemy potrzebowali chemików, specjalistów od zagrożeń biologicznych, inżynierów budownictwa, ochrony środowiska, finansistów, informatyków. Ale warto sobie zadać pytanie, czy koniecznie muszą być oficerami? Musimy znaleźć sposób na wynagradzanie ich na poziomie porównywalnym do pensji strażackich. Otwieramy straż pożarną na inne zawody, ale nasza działalność polega przede wszystkim na interwencji przy katastrofach, pożarach, powodziach, zdarzeniach na drogach. Potrzebujemy więc strażaków, a wśród oficerów inżynierów pożarnictwa, którzy będą w stanie ocenić zagrożenie i dobrać do niego stosowne metody postępowania, korzystając m.in. z porad specjalistów z innych branż.

W czasie 25 lat dość istotnie zaznaczyliśmy swój udział w pomocy międzynarodowej, humanitarnej. Jak pan postrzega kwestię współpracy międzynarodowej – z kim i w jakim zakresie powinniśmy współdziałać?

Powinniśmy ją rozwijać, bo warto pomagać drugiemu człowiekowi, niezależnie od granic. Każda taka akcja to także okazja do uczenia się, doskonalenia warsztatu ratowniczego. Uważam jednak, że warto stawiać przede wszystkim na współpracę transgraniczną. Jest najszybsza, a więc i najskuteczniejsza. W przeszłości pomagaliśmy Niemcom, Ukraińcom, Rosjanom. Podczas powodzi w 1997 r. mogliśmy liczyć na wsparcie niemieckiej THW. W 2006 r. to my pospieszyliśmy im z pomocą. Zdarzały się też wspólne akcje przy standardowych zdarzeniach. Ostatni przykład to wspólna z Czechami akcja podczas pożaru budynku w powiecie kłodzkim, tuż przy granicy. Mamy podpisane z sąsiednimi krajami umowy o wzajemnej pomocy i powinniśmy się w ramach relacji sąsiedzkich wspierać. Przywiązuję jednak dużą wagę do wspólnych ćwiczeń i działań. Na przykład w kwietniu we Włocławku odbyliśmy ćwiczenia ciężkich modułów pompowych z THW. Przez wiele lat gros środków było wydawanych na konferencje, spotkania. Trudno mi dostrzec pożytki z takiej teoretycznej współpracy. To moim zdaniem strata pieniędzy. Musimy przede wszystkim umieć ze sobą współdziałać. Taki jest cel współpracy. Szkolmy się wspólnie, a dzięki temu poznamy się, podejrzymy procedury i rozwiązania, wymienimy doświadczenia. Może niektóre z nich adaptujemy do swoich celów.

W minionym ćwierćwieczu PSP nawiązała też kooperację z innymi służbami, podmiotami i organizacjami pozarządowymi. Zaowocowały one porozumieniami, wspólnymi ćwiczeniami. Czy pana zdaniem ten aspekt naszego funkcjonowania należałoby dalej rozwijać? I z kim?

Każda organizacja społeczna, ratownicza chcąca udzielać pomocy jest dla nas partnerem. Nie ze wszystkimi, co naturalne, ta współpraca jest równie intensywna. Z WOPR-em, GOPR-em, TOPR-em współpracujemy od lat i wiele się od nich nauczyliśmy w ratownictwie specjalistycznym. Bardzo pomocne są grupy specjalistyczne z jednostek ochotniczych straży pożarnych. Wszelkie organizacje ratownicze są bliskie naszemu sercu, ale najbliższe pozostają bez wątpienia OSP. Naszą współpracę weryfikujemy niemal każdego dnia, prowadząc wspólne akcje. To współdziałanie układa się bardzo dobrze. Ponadto kontakt z OSP ma często wymiar indywidualny – wielu strażaków PSP po służbie działa w OSP: wyjeżdża do akcji, przeprowadza szkolenia. Sieć jednostek PSP nie wszędzie jest gęsta, bez wsparcia ochotników trudno mówić o skutecznym ratownictwie. Bardzo często druhowie OSP są pierwsi na miejscu zdarzenia. Sieć OSP to de facto fenomen na skalę europejską. Ich członkowie są przede wszystkim ratownikami, coraz bardziej profesjonalnymi. W dodatku w jednostkach OSP tętni życie kulturalne, młodzi ludzie pożytecznie spędzają czas, dają sobie nawzajem wsparcie.

Jest pan też szefem Obrony Cywilnej Kraju. Od lat w Polsce podnoszona jest kwestia potrzeby stworzenia ustawodawstwa regulującego problematykę ochrony ludności i obrony cywilnej tak, żeby miała ona wymiar praktyczny, nie teoretyczny. Coś się zmieni w najbliższym czasie?

Przełom następuje. We wrześniu ubiegłego roku złożyliśmy do ministra spraw wewnętrznych i administracji projekt ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Unormuje ona wiele zagadnień. Zmiany są konieczne. Podam przykład: jako szef OCK mogę skontrolować wojewodę, ale już nie starostów, prezydentów miast czy burmistrzów. Trudno więc mówić o skutecznym realizowaniu zadań. Nazwa „szef obrony cywilnej kraju” staje się reliktem. Na świecie mówi się raczej o dyrektorach zarzadzania kryzysowego czy dyrektorach ochrony ludności. Przez ostatnie lata w materii obrony cywilnej zrobiono niewiele, a przecież narasta problem zagrożeń terroryzmem, ważna jest więc choćby sprawa zabezpieczenia źródeł wody pitnej. Formacje obrony cywilnej funkcjonują na papierze. Zadajmy sobie pytanie: co by się stało, gdyby doszło dziś do wojny? Mężczyźni działający w OSP zostaliby zmobilizowani. Ustawa, którą złożyliśmy, regulowałaby między innymi tę kwestię, strażacy nie mogliby być powoływani do wojska, a działaliby jako ratownicy.

Dzisiejsza PSP nie jest wolna od problemów. Co pan zalicza do tych wymagających najpilniejszej reakcji?

Pierwsze miejsce wśród pilnych spraw zajmuje doskonalenie zawodowe. Bez ćwiczeń i szkolenia na bieżąco nie ma skutecznych działań. Nie możemy zakończyć edukacji na etapie szkoły czy studiów. Nasz zawód wymaga śledzenia na bieżąco nowinek technicznych, rozwoju taktyki, technologii. Żyjemy w czasach intensywnego rozwoju wiedzy i musimy za nim nadążać. Od tego roku ruszyliśmy więc z programem doskonalenia zawodowego dla strażaków i pracowników cywilnych. Jego ideą jest dbanie o systematyczny rozwój strażaka. Mam nadzieję, że z czasem przyniesie on pożądane efekty, a nasza kadra będzie utrzymywała kompetencje na wysokim poziomie. Pilnego rozwiązania wymaga też kwestia zmiany ubrania specjalnego dla strażaków. Sprzętu mamy dużo i na dobrym poziomie, w ochronie osobistej ratowników od czasu utworzenia PSP też wiele zmieniło się na korzyść, jednak czas na kolejny krok. Zaczynamy w tym roku wymianę ubrania specjalnego. Opracowany został nowy krój ubrania specjalnego. Składają się na nie spodnie i dwie kurtki – ciężka i lekka, przeznaczone do różnych działań. Strażacy postulują zmianę od lat. Proce nad ubraniem specjalnym rozpoczęły się 10 lat temu, wydano na ten cel sporo pieniędzy, ale jak dotąd nie mamy efektu. Właśnie to zmieniamy – ubrania będą testowane, później zorganizujemy przetargi. Ubrania specjalne wymienimy w ciągu 4 lat. Mamy na ten cel środki zagwarantowane ustawą modernizacyjną.

Które jeszcze obszary działalności PSP zasilą fundusze z drugiej odsłony programu modernizacyjnego służb?

Co istotne po raz pierwszy program modernizacji zakłada spojrzenie na rozwój ochrony przeciwpożarowej z perspektywy potrzeb zarówno PSP, jak i OSP. Środki te zostaną przekazane na dosprzętowienie, dofinansowanie samochodów pożarniczych, a także na podwyżki dla strażaków i pracowników cywilnych. Część środków jest przeznaczona na budowę i modernizację jednostek ratowniczo-gaśniczych. Część komend powiatowych wybudujemy od nowa, a także dokończymy inwestycje już rozpoczęte, czasem wiele lat temu. Co ciekawe, wprowadzamy wzorcowy projekt obiektu jednostki ratowniczo-gaśniczej. Jego wielkość będzie można dostosować do kategorii komendy. To opłacalne rozwiązanie. Jeden projekt można będzie wykorzystać wiele razy, oczywiście jeśli plan zagospodarowania przestrzennego czy uwarunkowania terenu na to pozwolą. Zaoszczędzone w ten sposób środki będzie można przeznaczyć np. na materiały budowlane. W ramach programu modernizacji kupimy dużo sprzętu, ale niewiele samochodów. Te zdobędziemy dzięki uzyskanym środkom z projektów unijnych – „Zwiększenie skuteczności prowadzenia długotrwałych akcji ratowniczych”, „Usprawnienie systemu ratownictwa w transporcie kolejowym” i, podpisanemu prawdopodobnie w drugiej połowie roku projektowi „Usprawnienie systemu ratownictwa w transporcie drogowym”. Używane samochody, sprawne, ale wycofane z eksploatacji w PSP, przekażemy zaś OSP. [więcej o programie modernizacji na str. .... – przyp red.]

Czego życzy pan naszej formacji na kolejne 25 lat?

Aby nasz profesjonalizm nie malał, żeby strażacy podchodzili do służby z sercem, nie zważali na przeszkody, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Jak strażacy w Świebodzicach, którzy narażali swoje życie, by ratować innych. Tak trzymać!

maj 2017