Za granicą

U hiszpańskich strażaków

Kategoria: Za granicą

Będąc na wakacjach za granicą, każdy pasjonat sztuki z chęcią odwiedzi miejscową galerię lub muzeum. Nie inaczej jest ze strażakiem, który nie przepuści okazji, by zwiedzić lokalną jednostkę straży pożarnej.

O ile temu pierwszemu łatwo jest wytłumaczyć ten nawyk rodzinie, o tyle ten drugi zawsze spotka się z głębokim westchnieniem bliskich. Cóż, w końcu strażakiem się jest, a nie bywa. Korzystając z rodzinnego urlopu, odwiedziłem strażaków w mieście portowym Denia, w okolicy Alicante, na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii. Jednostka swoim rozmiarem przypomina nasze, – dwa garaże po trzy stanowiska, przy wejściu punkt alarmowy, kilka biur, szatnia, kuchnia, pokoje, siłownia i obowiązkowo (jak przystało na każdą szanująca się hacjendę) duży basen na tyłach, za garażami. Bomberos (strażacy), których spotkałem, byli bardzo otwarci, z chęcią oprowadzili mnie po jednostce i opowiedzieli o swojej pracy.

Soy Bombero!

Straż pożarna w Hiszpanii, tak jak jej społeczeństwo, jest lokalnie podzielona. Jednostki podlegają bezpośrednio pod gminy, które je wyposażają i finansują. Powoduje to zauważalne różnice między bogatymi regionami a tymi mniej zamożnymi. Każdy region może mieć zatem inne pojazdy, sprzęt i ubrania. Jak komentują sami strażacy, jedyna wspólna rzecz to system zewnętrznego łączenia węży (typ rotta) – w Hiszpanii zwany popularnie Barcelona. Jak już wspomniałem, również w społeczeństwie można zauważyć wyraźne podziały i różnice. Miejscowa ludność jest bardzo przywiązana do swojego regionu, tradycji i lokalnego dialektu. Hiszpański (kastylijski) jest językiem oficjalnym, jednak w kraju mówi się także m.in. po katalońsku, baskijsku, galicyjsku (w zależności od regionu), choć są to języki bardzo do siebie podobne. Na tablicach urzędowych w miastach znajdziemy zatem napisy w dwóch językach – hiszpańskim i lokalnym. Gdy strażacy w Alicante dostają pojazd pożarniczy z napisem BOMBEROS (po kastylijsku), zdrapują ostatnią literkę „O” z nazwy, pozostawiając BOMBERS, co jest odpowiednikiem lokalnej nazwy.

Ratownicy z jednostki w Denii nie tylko pracują w swoim rejonie, lecz także tam mieszkają. W jednostce zatrudnionych jest 65 strażaków, dziennie na służbie pojawia się około 12,  co jest możliwe z powodu braku górnego limitu stanów osobowych (minimum na służbie to 8 strażaków). Ciekawostką organizacyjną jest też system pracy – 24/96, tj. dzień służby i cztery dni wolne. Strażacy są zadowoleni z tego układu – wprawdzie nie mają wolnych służb i nie generują nadgodzin, ale służba wypada im rzadziej niż u nas. 

BOMBA, czyli pompa

Pierwsze kroki skierowałem do szatni, by zobaczyć ekwipunek osobisty. Każdy strażak ma dwa komplety ubrań – jedno do pożarów i drugie, lekkie do działań technicznych (oraz pożarów traw i wrzosowisk). Dodatkowy komplet jest zapakowany w torbę na ramię, którą strażak zabiera przy każdym wyjeździe z jednostki. Ratownik ma własną uprząż biodrową z dopinanymi szelkami, a do aparatów ODO doczepia linkę w worku wraz z urządzeniem do ewakuacyjnych zjazdów. Jak  przyznają strażacy, zestaw jest dla nich zabezpieczeniem, ale rzadko z niego korzystają (Denia to miasto portowe o głównie niskiej zabudowie).

W garażu od razu wsiadłem do tzw. pierwszego wyjazdowego. Jest w nim miejsce dla czterech ratowników, dowódcy i kierowcy. Zawartość kabiny wygląda znajomo. Moją uwagę przykuły aparaty ODO. Po pierwsze, maski są dopinane bezpośrednio do hełmów (oba elementy jednego producenta – MSA Auer), a po drugie – aparaty mają dodatkową torbę przytroczoną do pasa biodrowego. Wewnątrz każdej z nich znajduje się maska ucieczkowa podpinana do aparatu ODO przez trójnik przy przewodach powietrznych (rozwiązanie wycofane przed laty z PSP). Jeśli zdarzy się konieczność ewakuacji z zadymionego budynku, każdy strażak może przeprowadzić jedną osobę nawet przez gęsty dym. W pojeździe znajduje się również kamera termowizyjna i łączność bezprzewodowa – radiostacje pracujące w dwóch trybach: satelitarnym (sygnał wpierw idzie do satelity, skąd odbijany jest do odbiorcy) i konwencjonalnym (bezpośrednio do odbiorcy) – podobno działa niezawodnie.

Kolejny punkt programu to skrytki. Jeśli chodzi o sprzęt hydrauliczny – nie odbiega od tego, który mamy w Polsce. Tym, co szczególnie zwraca uwagę, jest armatura wodno-pianowa ze wspomnianym systemem rotta, a przede wszystkim rodzaje węży pożarniczych. W Hiszpanii w pożarach mieszkań używa się niemal wyłącznie węży o przekroju 25 mm (o zwiększonej oporności, powlekane tworzywem sztucznym). Odcinki 45 mm stosuje się jako linię główną lub razem z siedemdziesiątkami do zasilenia linii gaśniczych i działek przy naprawdę dużych pożarach. Co ciekawe, ten typ węży jest uniwersalny i sprawdza się we wszystkich działaniach – przy pożarach budynków, samochodów, traw, lasów, a także obiektów wysokościowych (dla przykładu w sąsiednim mieście Benidorm jest 40 wieżowców mających ponad 25 pięter). Wielkie zdziwienie ogarnęło naszych hiszpańskich kolegów, gdy dowiedzieli się, że u nas dźwiga się do wszystkiego węże 52 mm, co skomentowali uwagą, że niepotrzebna nam już siłownia.

Táctica

Rozmowa schodzi na temat taktyki. Jeśli chodzi o typowe działania pożarnicze, bomberos doskonale znają swój podział obowiązków. W pierwszym wyjazdowym jeździ trzech ratowników, dowódca i kierowca. W przypadku pożaru mieszkania pierwszy ratownik oprócz aparatu ODO bierze sprzęt burzący i specjalnie przygotowaną torbę z samochodu. Znajdują się w niej poskładane, połączone odcinki 25 mm, prądownica, mały rozdzielacz mieszkaniowy 25/25/25 i specjalne kolanko 25 mm, mocowane na poręczy schodów lub parapetu. Tak wyposażony ratownik biegnie razem z dowódcą zastępu na kondygnację, na którym się pali, przygotowuje linię i wyważa drzwi do lokalu. Drugi ratownik ma za zadanie przygotować linię gaśniczą.. W tym celu zabiera z pojazdu zwijadło z odcinkami, które podpina pod linię główną przygotowaną przez kierowcę i biegnie, rozwijając odcinki po klatce (lub między biegami). Trzeci ratownik przygotowuje sobie drugą torbę (niebieską, z nieco uboższym sprzętem niż u pierwszego ratownika) i czeka na sygnał od dowódcy. Jeśli w mieszkaniu ratownicy znajdą poszkodowanego, ewakuują go na zewnątrz, a trzeci ratownik wchodzi gasić pożar. W razie konieczności rozwija też drugą linię gaśniczą (np. na piętro wyżej). Do pożarów mieszkań dysponuje się dodatkowo drabinę mechaniczną z obsadą kierowcy i ratownika. Zastęp ten ma za zadanie ewakuować ludzi z wyższych pięter, a także gasić pożar z drabiny, jeśli są problemy z ugaszeniem go od środka.

Curiosidades, czyli ciekawostki

Nie ukrywam, że kilka rzeczy w hiszpańskiej straży nieco mnie zaskoczyło. Jedną z nich jest brak zestawów medycznych w samochodach pożarniczych. Bomberos (a przynajmniej ci z regionu Alicante) nie są szkoleni do udzielania pierwszej pomocy – to po prostu nie leży w zakresie ich obowiązków. Te zadania realizuje tylko i wyłącznie lokalne pogotowie ratunkowe (jednostka znajduje się naprzeciwko szpitala miejskiego). W wyposażeniu strażacy mają wprawdzie kołnierze ortopedyczne i deski, na których mogą położyć poszkodowanych, ale na tym ich działania się kończą,  także przy wypadkach komunikacyjnych. Jedyny zestaw do tlenoterapii, który posiadają, jest przewidziany wyłącznie na wypadek zatrucia strażaka.

Pozytywnie zaskoczyło mnie poważne podejście do tematu wyważania i otwierania drzwi podczas działań. Okazało się, że w pierwszym wyjazdowym znalazło się miejsce dla walizki ze sprzętem do zamków. Wewnątrz były wytrychy, narzędzia do łamania wkładek w drzwiach, klucze i narzędzia uniwersalne. Ponadto w jednostce prowadzone są szkolenia z otwierania zamków i wyważania drzwi. Jeśli umiejętności ślusarskie zawiodą, zawsze pozostają rozwiązania siłowe. Do tego, prócz typowego sprzętu burzącego i hydraulicznego, służy narzędzie nazwane na cześć swojego strażackiego wynalazcy miguelonem – ok. 15 kg taran własnej roboty, wzorowany na sprzęcie antyterrorystycznym.

Nawet jeśli w działaniach gaśniczych strażacy uporają się z drzwiami, problemem pozostaje zaopatrzenie wodne – w Hiszpanii to wyzwanie. O ile w miastach działa sprawna sieć hydrantowa, o tyle w terenach dalej i wyżej położonych z powodu suchego klimatu naturalne zbiorniki wodne należą do rzadkości. Rozwiązaniem stają się prywatne baseny przy budynkach mieszkalnych, które – również z uwagi na klimat – można znaleźć niemal przy każdym domu. W Hiszpanii KDR uprawniony jest  do wykorzystania ich w celu zasilenia samochodów na potrzeby działań gaśniczych. Podobno zdarzały się sytuacje, gdy nad basen nadlatywał śmigłowiec gaśniczy, a pilot przez megafon nakazywał pływającym ewakuację z wody. Następnie napełniał zbiornik i odlatywał zrobić zrzut wody na pożar. W ten sposób niemal każdy dom posiada własny zbiornik przeciwpożarowy, a region całą sieć zaopatrzenia wodnego.

***

Z braku czasu nie udało mi się poznać wyposażenia wszystkich pojazdów i dopytać o inne szczegóły. Hiszpanie byli uprzejmi i bardzo cierpliwi, mimo że oprowadzali gości kilka godzin. . Materiału zebrałoby się pewnie na książkę. Dobrze było poznać doświadczenia hiszpańskich ratowników. Warto czerpać inspirację od innych, podpatrzeć, jak działają niektóre mechanizmy. Nie musimy za każdym razem wymyślać koła. Jeśli coś sprawdza się w innych krajach, może warto spróbować tego u nas?

kpt. Marek Wyrozębski jest dowódcą zmiany w JRG 3 w Warszawie

u hiszpanskich strazakow01

Aparat linkowy do samoratowania

u hiszpanskich strazakow02

Kaptur –  maska ucieczkowa firmy MSA Auer

u hiszpanskich strazakow03

Trójnik przy aparacie ODO, możliwość wpięcia dodatkowej maski (również ucieczkowej)

u hiszpanskich strazakow04

Kolanko mocowane do poręczy wraz z rozdzielaczem 25/25/25 (mieszkaniowym)

u hiszpanskich strazakow05

Torba ze sprzętem dla trzeciego ratownika

u hiszpanskich strazakow06

Szatnia przy garażu

u hiszpanskich strazakow07

Jednostka straży pożarnej w Denii, tablice w dwóch językach

u hiszpanskich strazakow08

Taran własnej roboty – Miguelon

u hiszpanskich strazakow09

Pierwszy wyjazdowy