Szmerek medialny

To musi być miłość!

Kategoria: Szmerek medialny

„All you need is love” – któż nie zna tych słów wyśpiewanych przez The Beatles. Szczególnie po tym, jak wszelkie możliwe reklamy, kawiarnie, kina oraz sklepy mniejszego i większego formatu raczyły nas walentynkowym wysypem pro-miłosnej muzyki serduszek i amorków…

Trudno nie ulec przesłodzeniu taką inwazją romantyzmu. Świętowanie na siłę nie ma bowiem sensu, a szeroko pojętą miłość warto okazywać wtedy, kiedy faktycznie ma się taką potrzebę, a nie akurat tego jednego dnia, na hurra, bo tak nakazuje kalendarz. Ale skoro już tak trzeba, to chciałam przyjrzeć się temu uczuciu, tym razem z troszkę innej strony i na pewno bez latających, gdzie popadnie strzał przygrubych aniołków z łukiem, których celność ma być odpowiedzialna za nasze największe szczęście. Czy ktoś poważny oddałby swój los w ich ręce? Dla mnie nie wyglądają wiarygodnie. Ale wróćmy do miłości – takiej okazywanej niemalże każdego dnia, której przejawem są zarwane noce, częste zmęczenie, ciągła potrzeba poświęcania czasu na naukę i ćwiczenia, gwarantującej jednak w zamian niegasnący płomień. Z okazji walentynek chciałabym zaprezentować różne odsłony miłości… do swojej pracy.

Osoby doświadczające jej mają podobno pewne wspólne cechy charakterystyczne. Pierwsza to czerpanie przyjemności z wstawania rano. Dobrym znakiem jest ekscytacja i wyczekiwanie tego, co będzie do zrobienia dzisiejszego dnia. Jeśli jest to nawet masa rzeczy i nie do końca wiadomo za co się najpierw zabrać, i tak nic nie chce się przekładać na jutro. Ludzie zaangażowani ciągłe rozmyślają o nowych rozwiązaniach albo koncepcjach, które można wprowadzić w życie zawodowe. Jeżeli nie wiąże się to z żadną irytacją, to na pewno nie mamy do czynienia z pracoholizmem, tylko właśnie z robieniem tego, co tak naprawdę się kocha. W skrajnych przypadkach, niektórzy jak chociażby sławny Leonardo da Vinci, wręcz rezygnują, oczywiście na ile jest to możliwe, ze spania, bo świadomość rzeczy do odkrycia podpowiada, że sen to zwykłe marnotrawstwo czasu. Praca staje się pełnoprawną częścią życia, której nie zamyka się za drzwiami po odbębnieniu swoich 8 godzin. Nie czujemy potrzeby spoglądania na zegarek. To taki symptom kryjący się w sloganie: Nic nie musisz, wszystko chcesz.

A jak to jest ze strażakami? Dlaczego można pokochać bycie strażakiem? Chciałam się tego dowiedzieć u źródeł. Dotarłam więc do strażaków, takich z krwi i kości. Odpowiedzi na to pytanie były bardzo różne – oto kilka z nich.

„Bycie strażakiem pozwala robić rzeczy, które zarezerwowane są dla wąskiego grona, pozwala sprawdzać siebie i ciągle się rozwijać. Dużo wymagań, ale przy tym ogrom satysfakcji i poczucie spełnienia. Szczere słowa podziękowania, które czasami słyszy się od potrzebujących, nadają tej służbie wyjątkowy charakter.”

„Pewnego razu zdałem sobie sprawę, że ze mną i służbą jest jak ze starym dobrym małżeństwem. Dziś nie potrafiłbym robić niczego innego.”

„Praca wykonywana w duchu służby jest najwyższą formą oddawania czci Bogu. To zadanie bardzo mocno mnie ukształtowało. I pewnie do każdej pracy podszedłbym podobnie, ale straż pożarna to… służba! To kwintesencja bezinteresowności i ofiarności. Kocham to zajęcie, bo daje ogromną satysfakcję, pozwala się spełniać, robić coś na rzecz innych. Praca stawia wciąż nowe wyzwania, szybko dezaktualizuje wiele niezmiennych niegdyś zasad i nie pozawala się nudzić. Często wyrywa z korzeniami ze strefy komfortu i samozadowolenia, przez co może być świetnym lekiem na ego… jeśli oczywiście umie się w ten sposób do tego podejść! Śmiem twierdzić, że najwięcej oferuje ludziom skromnym. A dodatkowo, wedle często powtarzanej opinii, jest to najlepszy zawód na świecie. Kropka!”

„One love! Jedna miłość dla każdego! Służba w straży pożarnej to wcielanie w życie idei głoszonych przez jamajskich muzyków reggae. Oni o tym śpiewają, a my realizujemy to na co dzień. Każdego człowieka traktuj jak brata i pomagaj mu: bez względu na jego status majątkowy, kolor skóry, oczu, wyznawaną religię, przynależność partyjną. Jeden świat – jedna rodzina – jedna miłość!”

„Za co uwielbiam być strażakiem? Jedno jest pewne – nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, pomijając oczywiście dziecięce zauroczenie czerwonymi samochodami, które zatarło się z czasem. Nie marzyłem, żeby mieć czerwony hełm, toporek, czy sikawkę. Jednak suma pewnych zdarzeń zaważyła na tym, że zostałem ratownikiem. Co mi to dało? Nie jestem egoistą – wokół mnie są ludzie. Nie mówię tu jedynie o osobach, którym się pomaga, ale też o tych, z którymi pracuję, budując wzajemne relacje, opierające się na trwałych i ważnych dla mnie wartościach. Nauczyłem się stawiać sobie cele – dążąc do ich realizacji, wykuwam swój charakter, dojrzałość, wytrwałość. To pozwala mi też określić własne granice, uczy pokory i uczciwości. Wszystko to w ogólnym rozrachunku sprawia, że po prostu jestem szczęśliwy i zawodowo spełniony. Władysław Bartoszewski wypowiedział kiedyś taką sentencję: >Są w życiu rzeczy, które warto. Są rzeczy, które się opłaca. Nie zawsze to, co warto, się opłaca. Nie zawsze to, co się opłaca, warto<. Według mnie być strażakiem – warto.”

Nie popadajmy jednak w skrajności – oczywiście nie każdy wstaje rano, zaciera ręce i krzyczy „Hurra, jadę do pracy!”. Badania przeprowadzane przez Instytut Gallupa pokazują, że jedynie 13% pracowników w 142 krajach świata jest emocjonalnie zaangażowanych w swoją pracę. Pozostali wykonują ją bez pasji i energii, albo wręcz kompletnie się nie angażują. Dla niektórych więc praca rozumiana bardzo szeroko, także jako służba, jest jedynie koniecznością. Robią to, co muszą i chcą w spokoju iść do domu. Na pewno takim ludziom jest trudniej, ale jeśli zaczniemy ich motywować hasłami: „Kochaj to, co robisz, rób to, co kochasz”, to możemy odnieść raczej odwrotny skutek. Jeśli bowiem ktoś nie czuje „chemii” ze swoim codziennym zajęciem, to i tak tego nie poczuje, tym bardziej na siłę. Miłość do zawodu musi sama zakiełkować, gdzieś w środku, bez przymusu, jedynie podlewana dobrymi wzorcami i oświecana nienachalnym przykładem. A taki mogą dać ludzie, którzy faktycznie wierzą w to, co robią i naprawdę to lubią.

eM.

luty 2016