postscriptum

Seria niefortunnych zdarzeń

Kategoria: postscriptum

Czy znamy wiele powieści lub filmów, których bohaterami są strażacy? Czy wiele jest dzieł, których pożary są osnową? Raczej nie. Warto więc chyba wiedzieć, że dzieło takie istnieje jako film, a w wymiarze książkowym ma 13 tomów pt. „Seria niefortunnych zdarzeń”. Że jest przeznaczone dla młodzieży i nieco niedorosłych dorosłych, a przy tym bardzo przewrotnie wzrusza i bawi.

Co prawda trudno uwierzyć, że będzie zabawnie, skoro istotna akcja zaczyna się od słów: Dzieci, mam obowiązek powiadomić was o nadzwyczaj niefortunnym zdarzeniu. (…) Wasi rodzice zginęli w ogniu, który strawił cały dom. Twórca umiał jednak wybrnąć z takiej pułapki emocjonalnej, zastawionej na czytelnika (i widza). Zdradźmy go: to Daniel Handler (46). Poza pisaniem dla dzieci z powodzeniem tworzy poczytne kryminały dla dorosłych. No i gra na akordeonie.

Opisał perypetie trojga sierot z rodziny Baudelaire: Wioletki – wynalazcy, Klausa – pożeracza książek i Słoneczka – gryzonia (ma roczek, ale już cztery zęby i nie waha się ich mądrze użyć), które muszą unikać perfidnych pułapek zastawianych przez dybiącego na ich życie prawnego opiekuna – złowrogiego Hrabiego Olafa. Ich dorośli opiekunowie po kolei giną, a mądre dzieci, wymykają się wszelkim napaściom. Są istotne różnice między filmem a powieścią. W tym pierwszym jest mowa o tajemniczej organizacji poszukiwaczy prawdy, odkrywców tajemnic, objaśniaczy zagadek, jakby to było jakieś towarzystwo geograficzno-przyrodnicze. W książkach owo towarzystwo całkiem jawnie jest przedstawiane tak, że aż serce strażackie rośnie: Wolontariat Zapalonych Strażaków (WZS)! Zrzesza ono tylko ludzi oczytanych, a jego zasadniczą działalnością jest badanie pożarów. Znak rozpoznawczy to zaś oko wytatuowane nad kostką lewej nogi. Z tym okiem to trochę dziwna sprawa. W książce niesie ono nieustanne przesłanie pozytywne, za to w filmie przedstawiono je w zupełnie innym świetle. Chcący, czy nie, twórcy filmu dokonali całkiem udanej próby obrzydzenia dzieciakom oka opatrzności.

Filmowych śladów zasadniczej działalności WZS nie jest wiele, choć dość często wspomina się tam o pożarach. Na początku głos mówi nam: Nikt nie zna prawdziwej przyczyny pożaru domu Baudelaire’ów. Wraz z kolegami badaliśmy tę sprawę. Nie odkryliśmy jednak nic ponad to, że ogień został wzniecony ze znacznej odległości, wskutek załamania i skupienia światła. Potem jeszcze padają mądre słowa pewnej wystraszonej opiekunki sierot: Dzieci! Na świecie są dobrzy, ale i bardzo źli ludzie. Jedni gaszą pożary, a inni je wzniecają. Niby to niewiele, a jak ważne dla nas, strażaków, gdy do opisania dobra i zła tego świata używa się terminologii pożarniczej!

Film warto również obejrzeć dla walorów pozastrażackich. Wystylizowano go na przełom wieków XIX i XX, a nie żałowano przy tym grosza na scenografię. W malarski sposób skomponowano nawet drobne sceny. Budzą zachwyt pomysłowe gadżety konstruowane przez Wioletkę. No i rzadko zdarza się, by napisy końcowe oglądać do samego końca, a tu plastycy dosłownie poszaleli, tworząc z nich dodatkową opowieść, do której dodano niesamowity podkład muzyczny. I choć fani książek filmu raczej nie polubią, warto go obejrzeć. Ja wybaczam te machlojki z okiem: w końcu wszystko podano z mocnym przymrużeniem oka, a nie ze śmiertelną powagą, jak w Harrym Potterze. Po filmie warto zajrzeć do książek, rozrywka wtedy będzie jeszcze lepsza, bo wyobraźnia osadzi nam akcję w niesamowitej scenerii, wyczarowanej na ekranie przez 160 mln dolarów.

Zachęcam, mimo że autor lojalnie uprzedza, że dobrze się to nie skończy, do czytania opowieści o ludziach, którzy wiedzą, że zawsze coś się wymyśli, coś przeczyta, coś ugryzie. W tle, niczym tajemniczy Don Pedro (szpieg z zupełnie innej bajki, bo z Krainy Deszczowców), będzie się przewijał sprytny przebieraniec Olaf, co kiedyś był strażakiem, a teraz jest złym człowiekiem. Ale bez obaw, dzieci sobie poradzą – w przeciwieństwie do wierzących w złudzenia dorosłych.

Oficer

styczeń 2016 r.