Nauka przez zabawę

Kategoria: Warsztat ratownika

Szkolenia to szereg zagadnień, z którymi każdy z nas strażaków ma do czynienia na co dzień. Dla niektórych są zmorą, dla innych – sposobem zaspokajania ciągłego niedosytu w dążeniu do doskonałości. W obu przypadkach szkolenia można urozmaicić.

Zmianowy system pracy nie należy do szczególnie łatwych w kontekście osiągania celów szkoleniowych. Wolne służby, urlopy, nadgodziny, choroby, a przede wszystkim akcje – wszystko to sprawia, że wielu z nas nie jest w stanie wziąć udziału w konkretnym szkoleniu, nawet jeśli jest powtarzane. A przecież niezależnie od zajmowanego stanowiska, stażu czy stopnia, szkolenia obowiązują wszystkich. Różnią się tylko tematyką, zakresem oraz stopniem zaawansowania, łączy je zaś m.in. to, że raz jesteśmy osobami szkolonymi, a innym razem szkolącymi.

Spoczywa na nas coraz więcej obowiązków związanych z prowadzeniem szkoleń, zarówno w ramach zmian służbowych, jak i kursów dla OSP. Wyzwaniem są również pokazy, które wpisały się już na stałe w naszą pracę. W jaki sposób je przeprowadzić? Wielu z nas stawia sobie to pytanie i nieustannie próbuje znaleźć właściwą odpowiedź. Zajęcia muszą  zamknąć wartość merytoryczną w formie przejrzystej i prostej do przyswojenia, jednocześnie na tyle atrakcyjnej, by mogła zainspirować uczestników do działania we własnej jednostce.

Forma przeprowadzania szkoleń, jak i same ćwiczenia nie będą tylko odhaczeniem kolejnego punktu harmonogramu, jeśli zadbamy o atrakcyjność samego zagadnienia i sposobu jego przedstawienia.

Nie ma nic bardziej deprymującego niż mało chwytliwy temat i brak odpowiedniej bazy dydaktycznej. Szkolenie przypomina trochę proces wychowania dziecka, w którym zabawki odgrywają jedną z ról, będąc orężem uzupełniający pedagogiczną misję rodziców. Stąd też tytuł niniejszego artykułu: „Nauka przez zabawę”.

Gdzie szkolić?

Problem, który na co dzień doskwiera większości z nas, to zaplecze logistyczne, a w wielu przypadkach właściwie jego brak. Nie wszyscy pracujemy w wyspecjalizowanych ośrodkach szkolenia czy szkołach pożarniczych, które mają własny poligon ćwiczeń. Większość strażaków służy w jednostkach, a tutaj pole manewru jest ograniczone. Skazani są więc na łaskę i niełaskę podmiotów udostępniających odpowiednią infrastrukturę do przeprowadzenia ćwiczeń, np. instalacje przemysłowe, złomowiska czy obiekty budowlane. To z kolei wiąże się z uzależnieniem terminu przeprowadzenia szkolenia od tego podmiotu. Trzeba jeszcze właściwie zsynchronizować obowiązki służbowe, a przecież na wyjazd do akcji mamy raczej niewielki wpływ.

Wielokrotnie zdarza się, że jesteśmy zmuszeni opuścić plac ćwiczeń, by podjąć działania ratowniczo-gaśnicze, po których zakończeniu okazuje się, że czas, jaki mieliśmy do dyspozycji na przeprowadzenie szkolenia, minął. Mimo dobrej woli życzliwych nam podmiotów pamiętajmy, że korzystamy z ich gościnności, a tej nie wolno nadużywać. Dlatego też należy dążyć do stworzenia odpowiednich warunków we własnym zakresie. To zrodzi koszty, które – jak wiemy z doświadczenia – nie zawsze cieszą się aprobatą wydziałów sekcji finansów macierzystych komend. Zatem co należy zrobić, by zapewnić sobie stały i nieskrępowany dostęp do obiektów, materiałów i stać się w miarę możliwości niezależnym od czynników zewnętrznych?

Odpowiedź jest banalnie prosta, w myśl zasady będącej rozwinięciem reguły ekonomicznej określanej mianem brzytwy Ockhama. Zgodnie z nią „w tłumaczeniu zjawisk należy dążyć do prostoty, wybierając takie wyjaśnienia, które opierają się na jak najmniejszej liczbie założeń i pojęć”. A zatem powinniśmy dążyć do wytworzenia alternatywnych rozwiązań niewiążących się ze skomplikowanymi procesami organizacyjno-logistycznymi. Takim sposobem jest samodzielne wykonanie rekwizytów, które na danym etapie zastąpią niedostępny na co dzień sprzęt, obiekt czy mienie.

Strażacka Jenga

Pierwszą propozycję stanowi adaptacja gry towarzyskiej stworzonej przez Brytyjkę Leslie Scott. „Jenga”, bo o niej mowa, oficjalną prezentację miała w 1983 r. podczas londyńskich targów zabawek.

Gra składa się z drewnianych klocków ułożonych jeden na drugim, w formie wieży. Każde piętro tworzą trzy klocki. Gracze na przemian wyciągają jeden klocek z dowolnego piętra i układają go na szczycie wieży. Przegrywa ten, który podczas kolejki doprowadził do zawalenia konstrukcji.

Adaptacja gry na strażackie potrzeby nie przysparza wielu trudności (fot. 1). W przykładowej modyfikacji zamiast klocków wykorzystuje się 30 drewnianych belek o wymiarach11 x 11 x 60 cm z zamocowanymi na końcach pętlami z linki, które ułożone są w dziesięciopiętrową więżę (po trzy na kondygnację). Głównym utrudnieniem dla graczy jest obsługa sprzętu hydraulicznego, za pomocą którego należy wyciągać poszczególne belki (fot. 2-3). Podczas tych czynności strażak oswaja się z ciężarem narzędzi i ich obsługą, wyrabiając w ten sposób grupę nawyków niezbędnych podczas pracy.

13 3b

 Fot.1.

13 5

Fot. 2

13 6

Fot 3.

Dostępność oraz niskie koszty proponowanego rozwiązania sprawiają, że staje się ono wartościową alternatywą dla zajęć na złomowiskach, nieraz trudnych do przeprowadzenia ze względów organizacyjno-logistycznych. Oczywiście nie może ich całkowicie zastąpić, a jedynie uzupełniać. Naszą Jengę można wykorzystać jako wprowadzenie do tematu, szczególnie dla młodszych adeptów sztuki pożarniczej.

Dodatkową zaletą takiego rozwiązania jest integracja środowiska – zarówno podczas tworzenia gry, jak i uczestnictwa w rozgrywce. Dzięki temu załoga staje się współodpowiedzialna za proces dydaktyczny. Uczestnicy naszej specyficznej Jengi w atrakcyjny i oryginalny sposób nabędą umiejętności operowania sprzętem ratowniczym, a szkolenia można przeprowadzać bez ograniczeń związanych z udziałem podmiotów zewnętrznych.

W labiryncie

Kolejną propozycją jest stanowisko edukacyjne przygotowane na potrzeby szkolenia z zakresu pracy i obsługi sprzętu pneumatycznego (fot. 4). Do jego stworzenia wykorzystamy przygotowane w poprzedniej grze belki o wymiarach 11 x 11 x 60 cm oraz powszechnie dostępny drewniany podest o wymiarach 2 x 2 m, znany wszystkim ze stanowiska motopompy w ćwiczeniu bojowym podczas zawodów strażackich. Niezbędnym uzupełnieniem jest piłeczka (śr. 10 cm). Zadanie ćwiczących to jej uwolnienie z labiryntu w jak najkrótszym czasie. Piłeczkę wprawia w ruch naprzemienne podnoszenie i opuszczanie podestu za pomocą zestawów pneumatycznych (użyliśmy poduszek wysokiego ciśnienia, niskiego podnoszenia – fot 5-7). Taki układ zapewnia komfort oraz odpowiednie tempo ćwiczenia. Miejsca wsunięcia poduszek pod podest pozostawiamy inwencji ćwiczących. W naszych testach wybieraliśmy różne punkty pod podestem, ale ich liczba nie przekraczała możliwości dwóch sterowników. Dodatkowym elementem ćwiczenia było zatem odłączanie i przepinanie przewodów zasilających poduszki.

To, na co warto zwrócić uwagę podczas przygotowywania stanowiska, to układ korytarzy labiryntu. Zaproponowane rozwiązanie zapewnia wykorzystanie wszystkich drewnianych belek, czyli 30 sztuk. Dzięki temu układ korytarzy będzie odpowiednio złożony, co wydłuży czas gry.

13 9

Fot 4.

13 11

Fot. 5.

13 13

Fot. 6.

13 19

Fot. 7.

Proste zalety

Zalety obu trenażerów są oczywiste: nieskrępowana dostępność, oswojenie ze sprawianiem i obsługą sprzętu, rozwijanie umiejętności manualnych, opracowywanie strategii oraz współpraca w grupie. W przypadku braku zaplecza poligonowego, co nie należy do rzadkości, taka forma szkoleń staje się znakomitą alternatywą dla drogich lub trudno dostępnych i wymagających dużego nakładu pracy organizacyjno-logistycznej materiałów instruktażowych, takich jak wraki pojazdów czy elementy konstrukcji budowlanych. Tworząc tego typu rozwiązania, minimalizujemy też niebezpieczeństwo wystąpienia urazów podczas szkolenia (szczególnie na poligonowych stanowiskach katastrof budowlanych, które w początkowym okresie szkolenia podstawowego strażaków generują wyższe ryzyko wystąpienia zagrożenia).  Co więcej, integrujemy zespół – a to też niezwykle ważne.

asp. Marcin Mościcki jest dowódcą zastępu w JRG 1 w Inowrocławiu

czerwiec 2016