Efektownie i efektywnie, czyli jak uczyć KPP

Kategoria: Ratownictwo medyczne

Co usłyszę, zapomnę. Co zobaczę, zapamiętam. Co zrobię, zrozumiem - mawia chińskie przysłowie. Najwięcej wiedzy i umiejętności przyswoimy poprzez praktykę. Symulacje i pozoracje medyczne są więc jednym z najlepszych sposobów na opanowanie KPP przez strażaków.

Z roku na rok coraz więcej strażaków zdobywa dodatkowe przeszkolenie ratownika medycznego. Nie należy jednak zapominać o pozostałych strażakach podziału bojowego, którzy na co dzień uczestniczą w zdarzeniach i udzielają kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP). Proces przygotowania do tego zadania zaczyna się od szkolenia KPP, zakończonego egzaminem. Po trzech latach strażacy przechodzą kurs przypominający KPP (recertyfikację). Pamięć jest ulotna, podobnie jak umiejętności – jeśli nie mamy okazji z nich korzystać. Co zatem robić, żeby przez trzyletni okres między kolejnymi egzaminami nie utracić zdolności do udzielania pomocy medycznej? Oczywiście ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Tylko jak?

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z PSP, ćwiczenia z ratownictwa medycznego opierały się albo na przerabianiu teorii (procedur, prezentacji, omówieniu zagadnień), albo na wplataniu niewielkich pozoracji medycznych w rozwinięcia bojowe. Kwestia zajęć teoretycznych była oczywista: są potrzebne w odpowiednim wymiarze, bo stanowią podstawę wiedzy, jak należy postępować w stanach zagrożenia. Ale zajęcia praktyczne to sedno ratownictwa. Nie można ich odbębnić. To one sprawdzają, czy i jak przyswoiliśmy wiedzę, a co ważniejsze – pozwalają nam ją w praktyczny sposób wykorzystać i utrwalić (nie tylko na potrzeby testów wyboru!). Niestety, z powodów czysto technicznych praktyczne ćwiczenia KPP w owym czasie nie osiągnęły pełni potencjału. Brak możliwości oznaczenia rany, obrażeń, stanu poszkodowanego (czasem był opisywany przez prowadzącego ćwiczenie) spotykał się z brakiem możliwości użycia prawdziwych opatrunków z torby R1 (nie można było pozwolić na ich marnowanie). W skrócie: pozorant pozorował obrażenia, a ćwiczący pozorowali ich opatrywanie. W najlepszym wypadku kończyło się to jedynie utrwalaniem wiedzy teoretycznej. Aby przeskoczyć te problemy, potrzeba było należytego przygotowania sprzętu, materiałów i zaangażowania ludzi. W artykule tym chcę podzielić się doświadczeniem w dydaktyce, które zdobyłem podczas służby w JRG 3 Warszawa.

Od czego zacząć?
Rozwiązanie wspomnianych problemów przyszło z czasem. Okresowe kontrole sprzętu medycznego pozwoliły wyeliminować z zestawów PSP R1 przeterminowane lub uszkodzone opatrunki, nieużyte w działaniach. Zebrało się sporo bandaży, opatrunków, siatek opatrunkowych i maseczek do tlenoterapii, które musiały być wymienione na nowe. Udało się również pozyskać częściowo uszkodzoną torbę R1, pęknięty worek samorozprężalny, stalową butlę imitującą butlę tlenową i uszkodzone w niewielkim stopniu kołnierze ortopedyczne. Ostatecznie skompletowany został cały zestaw PSP R1. Sprzęt nie był sprawny, nie można było użyć go w działaniach, ale na potrzeby ćwiczeń nadawał się w sam raz. Rozwiązanie to miało co najmniej kilka zalet. Pozwalało na wykorzystanie całego dostępnego zestawu szkoleniowego, ze wszystkimi opatrunkami i bandażami. Ratownicy przyzwyczajali się do używania zestawów R1 – układ rozłożenia sprzętu w torbie szkoleniowej był taki sam, jak w zwykłej. Opatrunki można było ubrudzić, pociąć, zużyć, a potem zutylizować, nie zmniejszając gotowości bojowej pojazdów JRG.

Mając opatrunki, możemy przeprowadzić podstawowe ćwiczenia z opatrywania ran. Jednak sprzęt to nie wszystko. Kluczową rolę odgrywa prowadzący zajęcia. Powinna być to osoba zaangażowana, o odpowiednim przygotowaniu merytorycznym. Najlepiej, aby był to ratownik medyczny o długim stażu w PSP. Warto, by stosował podgrywki i dopytywał ćwiczących o przyczyny podejmowanych działań. Nie chodzi o wyszukiwanie błędów na siłę, lecz położenie nacisku bardziej na zrozumienie zagadnień niż ich teoretyczne opanowanie. Oto przykład prostych w realizacji zajęć praktycznych.

Po wstępie teoretycznym ratownicy pracują w parach: jeden symuluje obrażenie, np. rozcięcie dłoni, głowy (o markowaniu obrażeń napiszę nieco dalej), a drugi zgodnie z procedurami opatruje ranę. Pozwala to na spokojne przećwiczenie czynności KPP i odpowiedniego doboru opatrunków do obrażeń, uczy także ratownika samodzielności i pewności w podejmowaniu decyzji. Ćwiczenia zaczynamy od zamarkowania prostej rany przedramienia. Po jej opatrzeniu przez ćwiczącego dodajemy kolejny element: rana dalej krwawi i przesiąka przez opatrunek. Ćwiczący powinien wtedy podjąć odpowiednie działania: unieść rękę powyżej poziomu serca (jeśli wcześniej tego nie zrobił) i dołożyć opatrunki. Konsternacja pojawia się, gdy prowadzący mówi, że rana dalej krwawi. Możemy wtedy dołożyć następną warstwę opatrunku, a jeśli to nie pomaga – opatrunek uciskowy. Okazuje się jednak, że to drugie rozwiązanie często sprawia strażakom problem – dlatego że nie było ćwiczone, a jedynie omawiane. Właśnie taki jest cel ćwiczeń: zrobić coś własnymi rękoma, by przekonać się, że się to naprawdę potrafi. Oczywiście należy prowadzić nadzór nad wykonywaniem ćwiczenia. Jeśli popełniono błąd, warto go omówić i podać jego konsekwencje. Przykład: jeśli ratownik pomyli się i do podtrzymania opatrunku użyje opaski elastycznej zamiast dzianej, rezultatem będzie niedokrwienie kończyny i jej spuchnięcie, bo zadziała ona jak opaska uciskowa. Ćwiczenie należy powtórzyć, żeby nie utrwalać złych nawyków. W ten prosty sposób możemy przećwiczyć opatrywanie wszystkich ran: głowy, kończyn (złamania), szyi, klatki piersiowej (opatrunki zastawkowe), wytrzewienia i amputacje. Te dwa ostatnie przypadki są ćwiczone niezmiernie rzadko, a wymagają wprawy.

W tak przeprowadzonych zajęciach każdy ratownik ma przećwiczyć i własnymi rękoma opatrzyć pojedynczą ranę każdego rodzaju. Po kilku takich zajęciach możemy być pewni, że opanuje daną umiejętność. Gdy będziemy ćwiczyć bardziej złożone sytuacje i pozoracje medyczne, takie przygotowanie okaże się niezastąpione.

Jak się przygotować?
Miałem kiedyś okazję uczestniczyć w kursie pierwszej pomocy organizowanym przez PCK. Po zajęciach teoretycznych przyszła pora na praktykę. Troje ćwiczących, wyposażonych jedynie w apteczkę, wchodzi do pokoju, gdzie doszło do wypadku. Na ziemi leży poszkodowany. Nie porusza się, ma zakrwawione ramię i koszulkę. Ćwiczący przystępują do udzielania pomocy: sprawdzają świadomość, oddech, tętno. Gdy okazuje się, że czynności życiowe są w normie, zajmują się badaniem urazowym i w końcu opatrywaniem ran. Duże wrażenie zrobiło na mnie przygotowanie pozoranta. Rana cięta wyglądała realistycznie, podobnie jak krew, a sam poszkodowany odpowiednio grał swoją rolę – nieprzytomnego z zachowanym oddechem. Ćwiczący podjęli działania w odpowiedniej kolejności, sprawdzili, czy jest dla nich bezpiecznie, zadbali o rękawiczki lateksowe, sprawdzili czynności życiowe i urazy. Nie pytali instruktora o stan poszkodowanego. Sami musieli go zbadać. Nie mieli problemu ze zlokalizowaniem krwawiącej rany. Wiedzieli, w którym miejscu należało rozciąć rękaw, położyć jałowy opatrunek i gdzie obandażować. Po opatrzeniu poszkodowany został ułożony w pozycji bezpiecznej i czekał na karetkę pogotowia.

Pozoracja ta, choć bardzo prosta, odzwierciedlała rzeczywistą sytuację – miała więc dużą wartość dydaktyczną. Omówmy zatem elementy, które ją tworzyły i zobaczmy, które z nich można zastosować podczas pozoracji medycznej w strukturach PSP.

Pozorant. Przed ćwiczeniem musi być poinformowany o swoim stanie i obrażeniach oraz o tym, jak ma się zachowywać. Jeśli np. ustalono, że jest nieprzytomny, z brakiem oddechu, to w momencie badania przez ćwiczących nie otwiera oczu i nie mówi, a w czasie sprawdzania oddechu na chwilę wstrzymuje powietrze, dając jednoznacznie do zrozumienia, że nie oddycha. Warto też go stosownie ucharakteryzować, potrzebne będą więc odpowiednie materiały. Pozorant może urozmaicić ćwiczenia swoim zachowaniem, np. krzykiem sugerować obrażenia (złamania) lub poddawać w wątpliwość kompetencje strażaków. Takie zagrania budują napięcie, doskonale uczą ratowników samodzielności i pewności swoich kwalifikacji. Rola poszkodowanego wymaga niewielkich umiejętności aktorskich, a warto zaznaczyć, że im lepiej odgrywana, tym więcej ćwiczący wyniosą ze szkolenia.

Sztuczne rany. Element najtrudniejszy do pozyskania, a bardzo zwiększający realizm ćwiczeń. Rana nie musi wyglądać jak prawdziwa, ważne, żeby jednoznacznie wskazywała rodzaj obrażenia. Jeśli np. ma symulować złamanie otwarte, musi być widoczny fragment kości w miejscu przerwania skóry – by było jasne, że to złamanie otwarte, a nie zamknięte. Ranę można też maskować pod ubraniem i polać je sztuczną krwią. Sztuczne rany można kupić w sklepach medycznych. Ich zaletą jest realizm, trwałość i różnorodność. Nie jest to jednak mały wydatek – zestawy kosztują kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych. Pojedyncze rany można kupić w sklepach internetowych ze strojami na Halloween. Są tanie (od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych za sztukę), względnie trwałe i dobrze wyglądają. Wadą jest ich słabe mocowanie do ciała. Sztuczne rany można też zrobić samodzielnie. Pomocą służą strony internetowe dla fanów horrorów i zombie, gdzie znajdziemy dokładne opisy, jak przygotować bardzo realistyczne pozoracje ran i obrażeń, niemalże wszystkich typów. Wymaga to jednak od prowadzącego dużego zaangażowania, posiadania odpowiednich materiałów (dobre efekty daje silikon sanitarny) i umiejętności plastycznych. W ostateczności można skorzystać z czerwonego markera i narysować rany na ciele, np. czerwona kreska oznacza ranę ciętą, zamalowana plama – powierzchniową, a rysunek wystającej kości – złamanie. Wrażenie nie jest oszałamiające, ale rozwiązanie to wystarczy na potrzeby ćwiczeń, nie wymaga też dodatkowych materiałów ani czasu na przygotowania.

Ubranie. Odsłonięcie obrażenia to istotny, ale często pomijany podczas zajęć element działań. Warto korzystać ze starych ubrań, bez obaw można je poplamić czy pociąć. Ratownikom pomoże to wyrobić pewne nawyki: szukania ran – miejsc zaplamionych krwią czy wystających elementów imitujących kości oraz odsłaniania miejsca urazu przez wycięcie elementu garderoby (np. nogawki).

Sztuczna krew. Wbrew pozorom to ważny element pozoracji – niesie wartość nie tylko wizualną, lecz także dydaktyczną. Pozwala oznakować ukryte pod ubraniem obrażenia (plama na ubraniu), zasymulować obfity wyciek z rany lub wyciek z uszu, nosa. Filmowa sztuczna krew to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych za 100 ml. Produkty mniej profesjonalne są niewiele tańsze (odsyłam do sklepów ze strojami karnawałowymi). Używając fachowych materiałów, z pewnością uzyskamy najlepszy efekt wizualny, jednak ich koszt jest nie do zaakceptowania. Na ratunek przychodzi internet. Można tam znaleźć przepisy na zrobienie sztucznej krwi za pomocą produktów spożywczych (znów odsyłam na strony fanów zombie). Jako jedno z rozwiązań polecam mieszaninę wody z barszczem czerwonym w proszku, zagęszczoną mąką i kakao. Całość trzeba lekko podgrzać w mikrofalówce. Odpowiednia mieszanka pozwala na uzyskanie efektu zbliżonego do rzeczywistej krwi.

Rekwizyty. We wspomnianej pozoracji w PCK rekwizytem była apteczka pierwszej pomocy. Był to jedyny sprzęt, jakim dysponowali ćwiczący. Strażacy wyposażeni są w zestawy PSP R1, ale zdarzenia wymagające udzielenia kwalifikowanej pierwszej pomocy mogą nas zastać również w sytuacjach, gdy tego sprzętu nie mamy. Wyobraźmy sobie, że ratownik-kierowca SLOp natrafia na wypadek samochodowy, w którym potrącono pieszego. Do przyjazdu karetki pogotowia będzie miał do dyspozycji jedynie apteczkę samochodową. Sytuacja jest całkiem prawdopodobna, warto więc przygotować do niej ratowników, uwzględniając w ćwiczeniach takie podgrywki. Innym rekwizytem może być kask motocyklowy, który zakładamy pozorantowi, by przećwiczyć wypadek z udziałem motocyklisty. Wszystko zależy od naszej wyobraźni, ale nie wolno przesadzać – pozoracje nie mogą być oderwane od rzeczywistości.

Wspomnę jeszcze o jednym rozwiązaniu – stosowaniu kartek z opisem obrażeń. To z pewnością wygodny sposób określenia obrażeń poszkodowanego. Praktyka pokazuje jednak, że ćwiczący po podejściu do poszkodowanego w pierwszej kolejności szukają kartki i skupiają się na jej treści, a nie na przebadaniu pozoranta. Lepiej, gdy wyrabiają sobie dobre nawyki, pamiętając, że w rzeczywistości nikt nie powie, jaki jest stan poszkodowanego, jeśli sami go nie zbadamy. Metoda ta sprawdzi się jednak podczas dużych ćwiczeń ratowniczo-gaśniczych z wieloma poszkodowanymi i kiedy nie mamy możliwości dobrego przygotowania pozorantów lub jeśli korzystamy z manekinów w czasie ćwiczeń z rozwinięć bojowych w jednostce.

Wszystkie elementy pozoracji wymagają wcześniejszego przygotowania. Nie musimy jednak korzystać ze wszystkich naraz. Pamiętajmy, że mają nam pomóc w nauce. Jeśli zaczynają grać pierwsze skrzypce, będą nas tylko rozpraszały, a zajęcia miną się z celem.

Do czego dążyć?
Jak zatem przeprowadzić zajęcia dydaktyczne? Przede wszystkim trzeba zapewnić ratowników, że to nie kontrola ich umiejętności, tylko poligon doświadczalny, nauka, podczas której możemy popełnić błąd. Poniżej opis przykładowych zajęć.

Przed pomieszczeniem ćwiczeń czeka dwóch strażaków-ratowników wyposażonych w ćwiczebną torbę PSP R1, szyny Kramera i nosze typu deska. Otrzymali ogólną informację o sytuacji, którą zastaną na miejscu zdarzenia – pieszy został potrącony przez samochód osobowy. Zastęp przybyły na miejsce zajmuje się pojazdem, tych dwóch ćwiczących zostało zaś skierowanych przez KDR do udzielenia pomocy poszkodowanemu. Po wejściu do sali zastają mężczyznę (pozoranta) leżącego na plecach na podłodze. Strażacy dzielą się zadaniami. Jeden sprawdza jego przytomność i czynności życiowe, a drugi klęka przy głowie i ręcznie ją stabilizuje. Po stwierdzeniu, że czynności życiowe są w normie (pozorant odpowiednio zagrał), pierwszy ratownik przystępuje do badania urazowego. Sprawdza głowę i szyję. Nie zaobserwowali obrażeń zewnętrznych, które wymagałyby opatrzenia, więc we dwóch zakładają kołnierz ortopedyczny. Następnie pierwszy z nich kontynuuje badanie: barków, klatki piersiowej, brzucha, miednicy i nóg. Zauważa plamę krwi (sztucznej) w okolicy lewego golenia, a w badaniu palpacyjnym stwierdza w tym miejscu wystający kawałek kości (sztuczna rana, złamanie otwarte). Kończy badanie urazowe, zdejmując buty (kontrola stóp) i sprawdzając kończyny górne. Jeden ratownik cały czas monitoruje funkcje życiowe poszkodowanego, a drugi przystępuje do opatrzenia obrażeń nogi. Rozcina nogawkę, przykłada opatrunek odpowiedniej wielkości i następnie mocuje go opaską podtrzymującą. Ponieważ noga wymaga unieruchomienia za pomocą szyn Kramera, ratownicy podejmują decyzję, by wezwać dodatkowego ratownika do pomocy. I tak jeden z nich dalej stabilizuje głowę, a dwaj pozostali unieruchamiają złamaną kończynę. W pewnym momencie poszkodowany robi głęboki wdech i wstrzymuje na chwilę powietrze. Ratownik klęczący przy głowie alarmuje pozostałych, a ci porzucają dotychczasowe działania, by skupić się na akcji reanimacyjnej. Markują uciśnięcia klatki piersiowej, a za pomocą worka samorozprężalnego „podają” poszkodowanemu tlen. Po jakimś czasie udaje się przywrócić czynności życiowe (pozorant zaczyna głośno oddychać), więc ratownicy stosują tlenoterapię bierną i wracają do unieruchomienia nogi, a później przenoszą poszkodowanego na deskę (sprawdzają też plecy) i przygotowują go do transportu, nie zapominając o zapewnieniu mu komfortu termicznego. Po tych zabiegach prowadzący kończy ćwiczenia i omawia je. Jeśli ratownicy na jakimś etapie popełniliby błąd, warto powtórzyć ten element jeszcze raz, by nie utrwalać złych nawyków.

Przytoczony wyżej opis odzwierciedla pewien schemat działań – jak ratownicy powinni udzielić pomocy poszkodowanemu, ale także pokazuje, jak reagowali na poszczególne elementy pozoracji. Scenariuszy może być wiele: osoba wyciągnięta z pożaru, po wypadku, porażona prądem lub po upadku z wysokości. Niezależnie od wariantu możemy zauważyć korzyści z takich zajęć. Ćwiczący uczą się samodzielności, która jest konieczna w realnych działaniach. Sami muszą zorganizować sobie pracę (zgrać się, podzielić zadaniami), własnoręcznie sprawdzić stan poszkodowanego (a nie zapytać prowadzącego lub przeczytać z kartki), wykonać badanie urazowe, podjąć decyzję, w jakiej kolejności opatrzyć obrażenia, a także, które z nich będą wymagały dodatkowych rąk do pomocy (np. unieruchomienie złamań, przenoszenie na deskę osoby z obrażeniami miednicy). Ponadto ćwiczą dobre nawyki, takie jak przeprowadzenie badania urazowego do końca i kontroli stanu poszkodowanego, który w każdej chwili może ulec zmianie. Dobrze poprowadzona pozoracja uczy również odpowiedzialności za swoje przygotowanie merytoryczne – ratownik widzi, czego jeszcze nie opanował. Zajęcia powinny wyposażyć ratowników w wiedzę i nauczyć ich, jak z niej korzystać w praktyce.

Zdarzenie masowe
Stosowanie pozoracji medycznej pozwala także przećwiczyć sytuacje, które rzadko spotykamy w działaniach ratowniczych. Należą do nich zdarzenia masowe. Tylko jak przeprowadzić taką pozorację? Przede wszystkim będziemy ćwiczyli samą segregację, a nie opatrywanie ran, a to też wymaga pewnego przygotowania. Drukujemy niewielkie karteczki, na których zapisujemy stan poszkodowanych, uwzględniając klasyfikację na grupy priorytetowe. Na kartce widnieją zatem informacje: czy poszkodowany chodzi (grupa zielona), czy też nie; czy i jak oddycha; jak długo trwa nawrót kapilarny i czy spełnia proste polecenia. Wykonujemy zestaw po dziesięć kartek ze stanem dla zielonych, żółtych i czerwonych. Jeśli JRG nie ma zestawu opasek do triage'u, na potrzeby ćwiczeń można wykonać je samodzielnie z kolorowych kartek. W ostateczności użyjmy taśmy ostrzegawczej do oznakowania czerwonych (przy założeniu, że zieloni już opuścili strefę, a pozoranci bez taśmy to żółci). Podczas zajęć wszystkim uczestnikom (np. całej zmianie służbowej) rozdajemy losowo kartki z opisem stanu poszkodowanego. Następnie ćwiczący prowadzenie segregacji głośno prosi, aby osoby mogące samodzielnie chodzić (zieloni) przeniosły się we wskazane miejsce (punkt opatrunkowy). Kiedy tam przejdą, podchodzi do każdej pozostałej osoby i na podstawie stanu napisanego na kartce nadaje jej odpowiedni priorytet ratunkowy (kolor opaski). W momencie, gdy doliczy się dwóch poszkodowanych z grupy czerwonych, oznajmia, że doszło do wypadku masowego (przy założeniu, że na miejscu jest jeden zastęp PSP z jednym zestawem PSP R1) i bada pozostałe osoby. Na koniec podsumowuje, ile osób liczy każda grupa.

Wariacją tego ćwiczenia jest powołanie zespołu ratowników, którzy będą ewakuowali czerwonych lub wręcz udzielali im pomocy. Jeszcze inną – rozdanie kartek poszkodowanym i nakazanie im zagrania swojego stanu bez pokazywania kartki. Osoba ćwicząca będzie wtedy musiała przeprowadzić badanie pod kątem segregacji. Wyjątkiem jest kwestia nawrotu kapilarnego – nie jesteśmy w stanie „zagrać” nieprawidłowego, więc po naciśnięciu płytki paznokcia poszkodowany mówi, czy nawrót trwa dłużej czy krócej niż 2 s (na podstawie informacji z kartki). Najbardziej rozbudowaną wersją byłyby duże ćwiczenia, z udziałem np. uczniów okolicznej szkoły. Mielibyśmy zdarzenie z wieloma poszkodowanymi z grupy czerwonej, a wszyscy pozoranci mieliby odpowiednią charakteryzację, sztuczne rany i odgrywaliby odpowiednio swoje role. Choć takie ćwiczenia wymagają wielu przygotowań i uzgodnień, moim zdaniem są w zasięgu każdej JRG. Takie pozoracje zostały zorganizowane dla służb ratowniczych w lipcu 2013 r. w Bluevale w Kanadzie. Szkolna drużyna piłkarska, wracając ze zgrupowania, wjechała autobusem w środek huraganu. Były to ćwiczenia z dużym rozmachem – żywioł powywracał drzewa i autobus, którym jechali uczniowie, powodując wiele urazów i zniszczeń [1]. Takie manewry pozwalają przećwiczyć poważne założenia i chociaż w niewielkim stopniu oswoić ratowników ze zdarzeniami masowymi.

***
Celem zajęć praktycznych z KPP jest przećwiczenie procedur ratowniczych dotyczących różnych przypadków zagrożenia zdrowia i życia, ale nie tylko. Wiedzę i umiejętności należy podeprzeć dobrymi nawykami i samodzielnością ratownika. Niewątpliwie jest to proces. Jeśli jednak wyuczymy się suchych procedur, życie może nas zaskoczyć. Jakie decyzje podejmiemy, jeśli okaże się, że powinniśmy zastosować jednocześnie kilka procedur medycznych, bo wymaga tego stan poszkodowanego? A jeśli natrafimy na złożoną akcję ratownictwa technicznego z uwięzionym poszkodowanym lub zdarzenie masowe? Ratownik musi sam ocenić sytuację i wiedzieć, w jakiej kolejności wdrożyć postępowanie. Zastosowanie pozoracji w edukacji pozwala na częściowe wyuczenie odpowiednich nawyków. Ich pełne opanowanie przychodzi wraz z doświadczeniem. Najwięcej uczymy się podczas akcji, ale tam nie ma miejsca na błędy i wątpliwości. Ich koszt byłby zbyt duży. Dlatego warto wprowadzać pozoracje medyczne w codzienny tryb nauczania zarówno strażaków PSP, jak i strażaków OSP.

Kpt. Marek Wyrozębski jest zastępcą dowódcy zmiany w JRG 3 Warszawa
Fot. Marek Wyrozębski

Dziękuję strażakom z JRG 3 Warszawa za pomoc w wykonaniu zdjęć


[1] Film z ćwiczeń Mock Disaster Day Training, https://vimeo.com/70856361


Opis zdjęć

efektywnie 1 1
Fot. 1 Ćwiczebna torba R1 wraz z wyposażeniem: przeterminowane opatrunki, butla z „tlenem”, uszkodzony worek samorozprężalny

efektywnie 2 1
Fot. 2 Zestaw sztucznych ran. Rany w lewym górnym rogu wykonane samodzielnie: amputowana dłoń, szkło w ranie, złamanie otwarte. Pozostałe to obrażenia zakupione

efektywnie 3 1
Fot. 3 Trzy sposoby na symulację złamania otwartego, wybór zależy od zasobów czasu na przygotowania, materiałów i chęci

efektywnie 4 1
Fot. 4 Ćwiczenie segregacji masowej. Poszkodowany z grupy czerwonej

Data publikacji: lipiec 2015