Ratownictwo i ochrona ludności

Działania w niskich stanach osobowych - cz. 2.

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

W poprzednim numerze przedstawiłem problem, z którym strażacy zmagają się codziennie – wyjazd do akcji w niepełnym składzie wozu bojowego. Jak działać możliwie skutecznie w trzy lub cztery osoby i zapewnić sobie bezpieczeństwo?

Najlepiej działać dwutorowo – poprawić wyszkolenie i bazę sprzętową jednocześnie. Może to być bardzo trudne (np. z powodu braku środków finansowych), ale nie jest niemożliwe. W obu przypadkach należy postawić na jakość.

Ludzie

Członkowie OSP muszą mieć odpowiednią wiedzę i umiejętności. Najpierw jednak druhowie (wraz z zarządem jednostki) muszą postarać się o odpowiednią liczbę przeszkolonych strażaków, a niestety chętnych jest coraz mniej. Należy więc przyjąć wszystkich, którzy się do tego nadają, ale przede wszystkim tych, którzy naprawdę chcą.

W trakcie rekrutacji dobrze byłoby zwrócić uwagę na możliwość wyjazdu do akcji w godzinach 7.00-16.00. Warto zapytać w firmach w okolicy remizy, czy  ktoś byłby chętny do wstąpienia do OSP, a także czy pracodawca zgodziłby się na wyjazdy pracownika do akcji. Potencjalni członkowie nie muszą przecież mieszkać w pobliżu, wystarczy, że będą dostępni w godzinach pracy. Ważne, by w OSP działała młodzieżowa drużyna pożarnicza, a jeśli się uda, także dziecięca drużyna pożarnicza. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci... Znam jednostki, w których starsi członkowie MDP mają większą wiedzę i umiejętności niż niektórzy druhowie z jednostek operacyjno-technicznych tych OSP. Jest to niewątpliwie zasługą opiekunów MDP i naczelników jednostek.

Warto, by wszyscy druhowie byli wyszkoleni w obsłudze autopompy pojazdu pożarniczego. Dzięki temu kierowcy, którzy w porównaniu do ratowników z rot mają mniej obowiązków, mogą zostać skierowani na podmianę strażaków pracujących w aparatach powietrznych. Oczywiście wszyscy kierowcy mogą potencjalnie odgrywać rolę członka roty asekurującej, muszą więc zakładać kompletne ubranie specjalne na każdą akcję.

Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Przy niewielu ratownikach na miejscu zdarzenia ważne okazać się mogą umiejętności podawania prądu gaśniczego przez jednego strażaka przez dłuższy czas (w działaniach zewnętrznych oczywiście) czy umiejętności szybkiego sprawiania linii gaśniczych (np. kasetony, pakiet wężowy). Dobrze wyszkolony strażak, obyty ze sprzętem, działa szybciej, pewniej i w mniejszym stresie niż niewyszkolony. W trakcie ćwiczeń należy kłaść nacisk nie tylko na działania prowadzone przez ratowników, lecz także przez dowódców zastępów. O efektywnym szkoleniu pisałem już na łamach [1]. Szkolenia w OSP to często sztuka kompromisu – głównie chodzi o wyznaczenie dnia i godziny spotkania.

Podczas dojazdu dowódca zastępu (jeszcze nie kierujący działaniami, bo nim staje się w momencie dotarcia na miejsce zdarzenia [2]), może – wiedząc, do jakiego zdarzenia jedzie – wydać polecenia (rozkazy wstępne), czym dany strażak ma się zająć. Polecenia te nie mogą być jednak zbyt szczegółowe, np. „Przodownik roty I ustawi rozdzielacz przed wejściem do budynku” – bo jeśli jednak będzie paliła się stodoła za budynkiem? Wystarczy informacja, że jest odpowiedzialny za sprawienie linii głównej. Dobrze wyszkolony ratownik, któremu da się takie zadanie, sam znajdzie odpowiednie miejsce na ustawienie rozdzielacza po otrzymaniu informacji o zamiarze taktycznym od swojego dowódcy.

Dobra znajomość taktyki działań gaśniczych oraz np. technik przeszukania budynku pozwoli dobrać odpowiedni sposób wykonania zamiaru taktycznego. Może nim być m.in:

  • VEIS (Vent – Enter – Isolate – Search), czyli: przeprowadź wentylację – wejdź do pomieszczenia – odizoluj pomieszczenie od pożaru – przeszukaj je. Ta technika, odpowiednio wykonana, pozwoli na szybkie przeszukanie pomieszczenia i jeśli zajdzie taka potrzeba – na ewakuację człowieka z płonącego budynku. W zasadzie do jej wykonania potrzeba dwóch strażaków (jeśli mamy do czynienia z odstępstwem od zasad uznawanych za bezpieczne lub czterech, jeśli nie, , a nie da się zabezpieczyć drabiny przed zsunięciem), co jest niewątpliwą zaletą. Kolejny strażak, a najlepiej kilku, może się przydać do ewakuacji z budynku  poszkodowanego odnalezionego w środku pomieszczenia.
  • Umiejętność operowania prądami gaśniczymi (pulsowanie krótkie i długie, ołówkowanie, malowanie itd.) – pozwoli ona oszczędzać wodę w zbiorniku samochodu gaśniczego i da kierowcy więcej czasu na wykonanie zasilania wodnego. Należy pamiętać, że prądownice typu turbo mają możliwość regulacji wydatku wody – nie trzeba gasić trawy z wydatkiem 500 l/min. W większości wypadków (pożary traw) wystarczy prądownica o wydatku poniżej 100 l/min (i linia złożona z węży W25).
  • Zmiękczanie pożaru (ang. softening target) pozwala na znaczne stłumienie pożaru w pomieszczeniu. Polega na podawaniu przez kilka czy kilkanaście sekund wody prądem zwartym (o odpowiednim ciśnieniu, przewidzianym przez producenta prądownicy),  rozbijanym o sufit pomieszczenia. Daje to efekt podobny do działania zraszaczy w instalacji przeciwpożarowej. Ze względu na krótki czas podawania wody mimo dużego wydatku na prądownicy nie jest to technika zużywająca jej olbrzymie ilości, a odpowiednio zastosowana, pozwala znacznie poprawić warunki pożarowe.
  • Umiejętne zastosowanie w pożarze wentylacji nadciśnieniowej (ang. PPV – Positive Pressure Ventilation), jeśli oczywiście nie ma przeciwwskazań, połączone z natarciem na pożar (ang. PPA – Positive Pressure Attack), pozwala na szybsze i bezpieczniejsze ugaszenie ognia (w porównaniu do działań bez wentylacji nadciśnieniowej). W dużych obiektach najlepszym sposobem na uratowanie ludzi może się okazać szybkie ugaszenie ognia, a następnie sekwencyjna wentylacja pomieszczeń. Opisywane wcześniej zmiękczanie pożaru coraz częściej poprzedza wentylację nadciśnieniową połączoną z natarciem na pożar. Podczas zmiękczania wytwarza się para wodna, a tym samym dochodzi do obniżenia stężenia mieszaniny gazów palnych zawartych w dymie.

Niezależnie jednak od tego, którą metodę strażacy zdecydują się wykorzystać, muszą mieć możliwie największą wiedzę z zakresu rozwoju pożarów wewnętrznych. Bez niej nie są w stanie świadomie korzystać z żadnej z wymienionych technik.

Ważne, by w wyniku rozpoznania (i zawartej w nim analizy ryzyka) określić działania priorytetowe. Muszą być one oczywiście możliwe do spełnienia – jeżeli nie są, to schodzą na dalszy plan. Należy pamiętać, że kiedy siły i środki nie wystarczają do jednoczesnego podjęcia wszystkich działań, to należy skupić się na tych, które pozwolą na uratowanie jak największej liczby osób [3].

Im sprawniejszy i silniejszy strażak, tym łatwiej będzie mu wykonać zadanie. Osoba z dobrą kondycją fizyczną szybciej dotrze do poszkodowanych, zużyje mniej powietrza w aparacie, łatwiej sprawi drabinę przystawną, dłużej i wydajniej popracuje ciężkimi narzędziami hydraulicznymi. Założenie siłowni w remizie jest też dobrym pomysłem na przyciągnięcie do niej młodzieży (i oderwanie jej od komputera).

Wbrew pozorom osoby postronne mogą również bardzo pomóc w trakcie prowadzenia akcji. Przydadzą się  np. do przeniesienia sprzętu. Oczywiście prosząc je o pomoc, należy zwrócić uwagę na ich bezpieczeństwo, za które kierujący działaniami jest odpowiedzialny. Strażacy muszą pamiętać, że kierowanie ruchem to zadanie policji (jeśli ta jest na miejscu). Nie należy się bać i warto zlecić policjantom np. zabezpieczenie miejsca zdarzenia (wyznaczając konkretnego funkcjonariusza).

Należy wykorzystywać każdą okazję do przekazania ludziom, w jaki sposób mogą pomóc strażakom jeszcze przed ich przyjazdem na miejsce akcji. Na przykład podczas strażackich pikników. można przekazać wiedzę, jak np. precyzyjnie określić miejsca zdarzenia w zgłoszeniu, zamknąć drzwi do pomieszczenia objętego pożarem. Przekonać, że warto zamontować w domu czujkę dymu i czujnik CO, a także  zwrócić uwagę na tak proste rzeczy, jak np. parkowanie na osiedlach, tak by zapewnić dojazd dla samochodu strażackiego.

Sprzęt

Warto wybierać sprzęt z najwyższej półki. Będzie trwały i rzeczywiście przydatny, a ta jakość wpłynie także na bezpieczeństwo. Na przykład wentylator z kółkami transportowymi lub o niższej masie może zostać wyciągnięty ze skrytki i przestawiony w miejsce docelowe przez jedną osobę – a nie dwie. Jednocześnie jego wydajność będzie wystarczająca wysoka. Inny przykład? Ubranie specjalne – im lepsze , tym większe bezpieczeństwo strażaka. Im bezpieczniej strażak się czuje (ubranie nie czyni nieśmiertelnym!), tym bardziej może skupić się na ratowaniu. Paradoksalnie wybór lepszego, choć droższego sprzętu po latach będzie można odczuć w portfelu – nie będzie trzeba go ciągle wymieniać. Nie bez znaczenia jest również rozmieszczenie sprzętu w samochodzie – częstym problemem jest np. motopompa pływająca na dachu pojazdu pożarniczego, konieczność wejścia na dach, aby zdjąć drabinę przystawną, wentylator na górnej półce w skrytce itp.

Nie powinno się trzymać wszystkich odcinków zwiniętych w podwójne kręgi. Zakup kasetonów pozwoli jednemu strażakowi w jednym przejściu sprawić 120 m linii wężowej. Pomocne mogą być pakiety wężowe – tj. dwa odcinki linii złożonej z odcinków W52 lub W42 (z których zadowolone jest coraz liczniejsze grono strażaków) zwinięte w ślimaka i połączone z prądownicą

10 01

 

trzeba podpiąć jeden odcinek do nasady tłocznej autopompy i zakończyć go rozdzielaczem (z niem. Schnellangriffsverteiler).

10 02

Te wszystkie działania pozwolą strażakom na szybsze sprawienie linii. Ponieważ dowódca i kierowca mogą pełnić funkcję członka roty asekuracyjnej, ich fotele warto wyposażyć w uchwyty na aparaty powietrzne (lub w uchwyty do mocowania aparatów obok ich siedzeń), tak aby szybko mogli się ubrać (dowódca w trakcie jazdy, a kierowca po dojeździe na miejsce zdarzenia).

SIWZ do przetargu na samochody ratowniczo-gaśnicze powinien przewidywać możliwość zapięcia pasów, a następnie założenia aparatu powietrznego (dotyczy dowódcy i ratowników, rzadziej kierowców) oraz zdejmowania drabiny i linii ssawnej (złożonej, a nie w częściach) z dachu bez wchodzenia na niego. 

10 04

Wielkim ułatwieniem będzie ułożenie sprzętu do ratownictwa technicznego tak, aby wygodnie go było przenosić – np. drewno do stabilizacji ułożone w postaci „walizek”.

10 03

Jeśli wiadomo, że w porównaniu do rozmiarów pożaru wody jest za mało, a nie ma możliwości wykonania zasilania, to można poprawić jej właściwości gaśnicze, dodając niewielką domieszkę środka pianotwórczego lub wykorzystać do celów gaśniczych piany. Dobrą metodą na zyskanie czasu jest również technika zmiękczania pożaru (przedstawiona wcześniej).

Przykładowe rozwinięcia dla zastępu czteroosobowego

Poniżej przedstawię kilka przykładowych rozwinięć dla zastępów trzy- i czteroosobowych na podstawie prawdziwych zdarzeń.

Pożar w domu jednorodzinnym, brak zagrożenia dla życia

rozwiniecie 110 legenda

Stanowisko kierowania otrzymało informację o pożarze w budynku na osiedlu domów jednorodzinnych. Dowódca zastępu, prowadząc wstępne rozpoznanie z kabiny samochodu ratowniczo-gaśniczego, wydaje pierwsze dyspozycje jeszcze podczas drogi.

Czteroosobowy zastęp (GBA 2,5/24) dociera na miejsce zdarzenia od strony południowej, kierowca zatrzymał pojazd od frontu budynku.

Podział zadań:

Dowódca – udaje się na rozpoznanie, obchodzi budynek dookoła (czerwona linia, tzw. 360). Prosi o zdalne wyłączenie napięcia w budynku. Może to niestety potrwać, a na wsiach w ogóle trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania, bo po zaniku zasilania w hydroforniach można stracić ciśnienie w hydrantach lub odłączyć zasilanie syren alarmowych dodatkowo dysponowanym jednostkom. Należy to zrobić samemu, przynajmniej na bezpiecznikach. Podczas rozpoznania dowódca stwierdza, że pożarem objęte jest pomieszczenie znajdujące się mniej więcej w połowie ściany od strony południowej. W pomieszczeniu tym dochodzi do rozgorzenia, szyba w oknie pękła pod wpływem oddziaływania temperatury. Obserwując oznaki pożaru, dowódca nie zauważa zbyt wielkiej ilości gazów pożarowych w pozostałych pomieszczeniach i decyduje o wykorzystaniu wentylacji nadciśnieniowej połączonej z natarciem na pożar.

Kierowca – zabezpiecza miejsce zdarzenia, pomaga ratownikowi 2 wyciągnąć wentylator ze skrytki, przygotowuje linię główną zakończoną rozdzielaczem i następnie linię gaśniczą (pakiet wężowy)

Ratownik 1 – odłącza prąd w budynku (licznik w skrzynce przy drodze lub przy budynku).

Ratownik 2 – ustawia wentylator przed drzwiami frontowymi (pod kątem 90° względem płaszczyzny drzwi), odpala go na niskich obrotach i wraz z kierowcą przygotowuje linię gaśniczą.

Niestety nie ma możliwości wykonania zasilania wodnego, gdyż najbliższy hydrant znajduje się 200 m od miejsca pożaru.

W tym momencie dowódca wraca z rozpoznania. Ze względu na odłączenie prądu w budynku, po przeprowadzeniu analizy ryzyka i uzyskaniu informacji, że kolejne zastępy będą na miejscu zdarzenia w ciągu dwóch, trzech minut, decyduje się wprowadzić rotę strażaków (ratownik 1, ratownik 2) do budynku, w celu wykonania natarcia nadciśnieniowego (ang. PPA) na pożar. Kierowca rozwija wąż, który posłuży do wykonania zasilania wodnego, kiedy tylko kolejny zastęp gaśniczy pojawi się na miejscu zdarzenia, a następnie przygotowuje sprzęt burzący (zestaw hooligan + siekieromłot, ang. set of irons, pilarka, przecinarka, bosak, łom itp.), dodatkowy aparat powietrzny oraz zestaw R-1 w miejscu, w którym utworzony zostanie punkt składowania sprzętu dla grupy szybkiego reagowania. W miarę możliwości pomaga mu w tym dowódca, którego głównym zadaniem na tym etapie akcji jest nadzór nad strażakami pracującymi wewnątrz, prowadzenie rozpoznania sytuacji pożarowej oraz przekazanie dyspozycji dla kolejnych zastępów dojeżdżających na miejsce zdarzenia. W razie potrzeby do wody dodawana jest niewielka ilość środka pianotwórczego, która poprawi jej właściwości gaśnicze. Dobrze wyszkolona rota strażaków będzie oszczędzała wodę, podając ją jednocześnie w skuteczny sposób.

Pożar zostaje stłumiony przed przyjazdem kolejnego zastępu gaśniczego.

Pożar w dwupiętrowej kamienicy, bezpośrednie zagrożenie dla życia

rozwiniecie 2

W kamienicy wybuchł pożar. W trakcie rozmowy ze zgłaszającym dyspozytor otrzymuje informacje o tym, że na balkonie znajdują się ludzie. Przez drzwi balkonowe wydostaje się dym. Do akcji dysponowane są siły i środki. Ze względu na odległość od miejsca zdarzenia, najbliżej będzie miał pierwszy czteroosobowy zastęp. Mnogość innych zdarzeń w rejonie sprawi, że będzie musiał działać sam przez co najmniej pięć do dziesięciu minut.

Po dotarciu na miejsce zdarzenia, kierujący działaniami ratowniczymi od razu zauważa w oknie dwie osoby, bezpośrednio zagrożone przez pożar w sąsiednim pomieszczeniu (w którym lada moment dojdzie do rozgorzenia). W wyniku krótkiego rozpoznania stwierdza, że priorytetem jest ewakuacja zagrożonych ludzi (są przytomni, mocno pochyleni nad parapetem) – ciepło przenoszone przez gorący dym pożarowy uniemożliwia im przyjęcie postawy wyprostowanej. Ze względu na potwierdzone zagrożenie dla życia dowódca decyduje się odstąpić od zasad powszechnie uznanych za bezpieczne, co zostaje zgłoszone do stanowiska kierowania. Natychmiast po wyjściu z wozu ratownicy 1 i 2 oraz kierowca przystępują do zdjęcia drabiny D10W z dachu pojazdu pożarniczego. Dowódca nawiązuje kontakt z osobami przebywającymi w oknie (warto wykorzystać do tego megafon) i udziela im wsparcia psychicznego oraz zgłasza do stanowiska kierowania prośbę o zdalne odłączenie prądu. W tym czasie ratownicy 1 i 2 sprawiają drabinę o ścianę budynku, aby ewakuować osoby zagrożone. Kierowca sprawia i nawadnia linię gaśniczą złożoną z odcinka W52 zakończonego prądownicą i chłodzi gazy pożarowe nad osobami zagrożonymi.

Ratownicy 1 i 2 ewakuują osoby poszkodowane po drabinie, przy okazji wypytując o to, czy w płonącym mieszkaniu ktoś jeszcze przebywa. Okazuje się, że nie, zatem dowódca informuje, że na tym etapie akcji kończą się działania w trybie odstępstwa od zasad powszechnie uznanych za bezpieczne.

Kierowca oraz ratownik 2 udzielają kwalifikowanej pierwszej pomocy osobom poszkodowanym. Ratownik 1 wraz z dowódcą udają się na rozpoznanie na klatkę schodową, która okazuje się niezadymiona do poziomu sufitu na wysokości drugiego piętra. Z oznak,  które zauważył dowódca, będąc jeszcze na zewnątrz, wynika, że pewna część gazów pożarowych skumulowała się na poddaszu, co grozi ich wybuchem. Następnie wraz z ratownikiem 1 udaje się na parter, gdzie ratownik 1 odłącza prąd elektryczny w budynku oraz zakręca zawór gazu. W tym czasie dowódca udaje się rozpoznać sytuację od strony podwórka (nie da się wykonać pełnej 360). Stwierdza, że w pomieszczeniu jest duża ilość gazów pożarowych z nisko usytuowaną płaszczyzną neutralną.

W trakcie rozpoznania kierujący działaniami stwierdza, że sytuacja pożarowa jest zbyt niebezpieczna dla strażaków, a działania w sile jednej roty mogą okazać się niewystarczające, aby całkowicie ugasić pożar i zapewnić bezpieczeństwo ratownikom. Po uzyskaniu informacji o odłączeniu prądu oraz dodatkowym sprawdzeniu odłączenia zasilania za pomocą miernika i np. próby zapalenia światła w budynku, ratownik 1 prowadzi powtarzane zmiękczanie pożaru w pomieszczeniu, w którym doszło do rozgorzenia. Kierowca sprawuje opiekę nad poszkodowanymi (poparzenia I stopnia, lekkie podtrucie gazami pożarowymi – pomoc oczywiście w ramach kwalifikowanej pierwszej pomocy, Zespół Ratownictwa Medycznego w drodze), a ratownik 2 wykonuje zasilanie wodne z hydrantu oddalonego o kilkadziesiąt metrów. Sprzęt pomagają mu przenieść osoby postronne.  

Wprowadzenie dwóch rot do wnętrza budynku będzie możliwe dopiero po dotarciu większej ilości sił i środków. W czasie, gdy dodatkowe zastępy są w drodze, ratownik 2 wraz z kierowcą przygotowują stanowisko dla grupy szybkiego reagowania.

Pożar samochodu na ruchliwej drodze

rozwiniecie 3

Trzyosobowy zastęp strażaków został zadysponowany do pożaru pojazdu na ruchliwej drodze. Strażacy dotarli na miejsce od południowego zachodu. W trakcie dojazdu oraz po dotarciu na miejsce zwrócili uwagę na silny wiatr, który przyspiesza rozwój pożaru. Dowódca nakazuje zabezpieczyć miejsce zdarzenia. Od strony południowo-zachodniej zajmuje się tym kierowca, a od strony wschodniej dowódca, który udaje się na rozpoznanie, obchodząc samochód od strony nawietrznej, aby uniknąć kontaktu z dymem. Kierowca zakłada aparat powietrzny. Od kierowcy jednego z samochodów, któremu udało się ewakuować, uzyskuje informację, że auto ma napęd hybrydowy i że w bagażniku znajdują się ważne dokumenty firmowe. Pożar na razie obejmuje komorę silnika i klatkę pasażerską. Ze względu na niski stan osobowy, aby zwiększyć bezpieczeństwo, ruch zostanie wstrzymany do czasu ugaszenia pojazdu i dotarcia dodatkowych sił i środków. Ratownik przygotowuje linię gaśniczą złożoną z odcinka W52 zakończoną prądownicą. Robi to, stojąc na poboczu, gdyż nisko ścielący się dym znacznie ogranicza widoczność. Po uzyskaniu drogą radiową informacji o zamknięciu drogi przystępuje do gaszenia, w czym pomaga mu kierowca. Ten ostatni po wstępnym stłumieniu ognia  zabezpiecza płonący pojazd przed odjechaniem, wkładając kliny pod koła.

Ze względu na napęd hybrydowy i prawdopodobną konieczność długiego chłodzenia baterii akumulatorów po wstępnym ugaszeniu ognia kierowca z ratownikiem przystępują do wydobycia z bagażnika dokumentów, a następnie do wykonania zasilania wodnego z pomocą motopompy szlamowej. W przeniesieniu motopompy szlamowej, aby utworzyć punkt czerpania wody na pobliskim stawie i w przeniesieniu innego sprzętu pomagają im kierowcy samochodów osobowych, które ustawiły się w korku.

Gdyby zbiornik z wodą nie był dostępny, ratownik byłby zmuszony bardzo oszczędnie korzystać ze środka gaśniczego po wstępnym ugaszeniu ognia, poprzez ustawienie na prądownicy niskiego wydatku, wykorzystanie prądu rozproszonego lub piany ciężkiej. Warto dodać, że aby móc szybko (oszczędzając przy tym wodę) przejść z wody na pianę ciężką, trzeba kupić prądownice typu turbo, do których dostępne są nakładki do piany ciężkiej (a w najlepszych modelach również do piany średniej).

Podsumowanie

Umiejętność działania w czterech lub trzech strażaków jest z jednej strony konieczna, z drugiej – przy świetnym wyszkoleniu, dobrze dobranym profesjonalnym sprzęcie połączonym z rozpoznaniem obszaru chronionego danej jednostki – zagwarantuje skuteczne i bezpieczne działanie. Chciałbym też podkreślić, że dysponowania dodatkowych sił i środków na miejsce naprawdę nie trzeba się bać.

Za pomoc w przygotowaniu materiału składam najserdeczniejsze podziękowania mł. kpt. Mateuszowi Szultce oraz ogn. Adamowi Skrzypkowskiemu.

Literatura

[1] Chuchro M., Ochotnicze ćwiczenia bojowe, Przegląd Pożarniczy 2/2015.

[2] Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 18 lutego 2011 r. w sprawie szczegółowych zasad organizacji krajowego system ratowniczo-gaśniczego. (DzU z 2011 r.  nr 46 poz. 239)

[3] Norman J., Fire Officer’s Handbook of Tactics, Fire Engineering/Penwell Publishing, 2012

Marcin Chuchro
jest strażakiem OSP Zielonki

Grudzień 2015